expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Replika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Replika. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 stycznia 2015

"Tylko przy mnie bądź" Joanna Sykat





"Jesteście pojebani, ukierunkowani na pieniądze. - Mówił tak, jakby udzielał informacji. - Wciąż chcecie tylko więcej i więcej. Dwunastogodzinny dzień pracy. Brak czasu dla rodziny, przyjaciół. Brak czasu na gotowanie. Uprościć, upapkowić. Brak czasu na lekarzy, zdrowy tryb życia. Pidżej i uniwersalne tabletki."

Tak jak sugeruje okładka i tytuł książki mamy tu do czynienia z historią miłosną. Lecz gdy zagłębiamy się w lekturze okazuje się, że autorka chce nam przekazać coś więcej niż tylko opowieść o uczuciach. Do tego opowiedziana tu love story przebiega na różnych torach: matka-dziecko, kobieta-mężczyzna, a także ojciec-dziecko. Joanna Sykat osadziła bohaterów w nietypowym miejscu akcji, można wręcz powiedzieć, że pokusiła się o scenerię niczym z książek czy filmów science-fiction. 

Korporacja,w której pracuje Marta jest przerysowanym (aczkolwiek nie niemożliwym) wyobrażeniem firm zatrudniających ludzi nastawionych na sukces, niedbających o życie prywatne, a tym bardziej uczuciowe, którzy nie mają czasu na gotowanie, sprzątanie, zabawę, a nawet seks, o dzieciach nie wspominając. Książkowa korporacja jest odizolowana od świata zewnętrznego, posiada własny system mieszkalny, sztuczne trawniki, pleksi zamiast prawdziwego nieba. Nie ma tu miejsca dla zwierząt, roślin, pracownicy łykają specjalne tabletki - wszystko po to aby uniknąć alergii oraz niepotrzebnych chorób. Tabletki pomagają też skupić się na pracy, wyciszyć emocje, zapomnieć o innym świecie, zlikwidować libido - pracownicy rozrywek nie potrzebują, potomstwa płodzić nie muszą, a jeśli jakieś się pojawi, to specjalne ośrodki zadbają o jego wychowanie w duchu korporacyjnym.
Marta, mimo że podpisała umowę, nie jest w stanie pogodzić się ze wszystkimi warunkami - ukrywa kota, wymyka się do prawdziwego świata aby odwiedzać ukochanego syna, dla którego pragnie zarobić pieniądze aby później móc żyć godnie, a nie w domu rodziców na wsi, gdzie perspektyw na dobrą pracę brak. Pewnego dnia wpada na nią dawny ukochany, dziś wyzbyty uczuć korporacyjny  "robot" Wiktor. I od tego momentu sprawy życiowe kobiety zaczynają się komplikować...

"Tylko przy mnie bądź" opowiada o niełatwej miłości między Martą a Wiktorem lecz jest to tylko pretekst do powiedzenia "STOP" ludziom pędzącym za pieniędzmi, biorącym udział w pracowniczych wyścigach szczurów. Autorka proponuje zatrzymać się na chwilę, spojrzeć na swoje życie, dostrzec inne możliwości, zastanowić się nad tym co naprawdę jest w życiu istotne. A to wszystko serwuje czytelnikowi w przystępnej formie, posługując się prostym i niekłopotliwym językiem, uciekając się do intrygującego tła powieści jakim bez wątpienia jest odizolowana od natury i wyprana z emocji korporacja.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Replika.

Książkę można kupić tutaj: http://www.replika.eu/index.php?k=ksi&id=542

niedziela, 17 sierpnia 2014

"Cienie przeszłości" Edyta Świętek



"Karina Rojewska to diabeł wcielony. Służbowo jesteś największym potworem, jakiego spotkałem w całym swoim życiu. Jeśli chcesz wiedzieć, czy miałaś w biurze wrogów, to odpowiedź brzmi "tak". A jeśli interesuje cię, czy miałaś przyjaciół, to odpowiedź brzmi "nie". Byłaś najgorszą, najbardziej wredną kobietą, jaka pracowała w korporacji - powiedział dobitnie."


"Cienie przeszłości" to książka, którą, jeśli mamy więcej wolnego czasu, można pochłonąć w ciągu jednego dnia. Idealna aby zagrzebać się z nią pod kocem i oddać się przyjemności czytania gdy nachodzi nas ochota na pozycję lekką i porywającą, a taka bez wątpienia jest książka Edyty Świętek. Zamyślona kobieta na okładce sugeruje uwikłania miłosne lecz towarzyszy im również rozbudowana akcja kryminalna, która sprawia, że nie można się oderwać od lektury.

Bezwzględna, zaborcza, nie znosząca sprzeciwu i terroryzująca swoich podwładnych Karina, zostaje napadnięta przez osiedlowych zbirów. W wyniku wypadku trafia do szpitala, w którym budzi się i nic nie pamięta. U swego boku zauważa obcego mężczyznę o imieniu Wiktor, który twierdzi, że jest jej narzeczonym. Ponieważ mieszkanie kobiety jest w opłakanym stanie - meble oraz sprzęty są zniszczone, przedmioty i pamiątki potłuczone, książki podarte, ubrania pocięte, a na ścianach widnieją niecenzuralne napisy - Wiktor proponuje jej zamieszkanie u siebie. Mężczyzna otacza ją opieką i spełnia każdą prośbę ukochanej. Jednak Karina nie przypomina sobie wspólnego życia jakie wiodła z narzeczonym przed wypadkiem, co gorsza Wiktor drażni ją i nie budzi ani odrobiny pożądania czy miłości. Policja próbuje odnaleźć napastników i wandali, lecz najwyraźniej tkwi w ślepym zaułku. Karina pragnie odzyskać pamięć aby poznać prawdę o sobie - szczegóły, jakie poznaje przedstawiają ją jako demoniczną kobietę. Chce również pomóc funkcjonariuszom w ujęciu sprawców. W migawkach wspomnień zamiast wizerunków nieprzyjaciela pojawia się tajemniczy mężczyzna, którego twarzy Karina niestety nie jest w stanie dojrzeć. Recytuje namiętną poezję Tuwima i przytula ją w sposób wywołujący silne podniecenie. Karina zaczyna mieć wyrzuty sumienia, że przed wypadkiem nie była wierną narzeczoną. Czy słusznie?

W "Cieniach przeszłości" sensacyjna zagadka przeplata się z romantycznymi uniesieniami, a w tle rozbrzmiewają wiersze Tuwima. Wspólnie z główną bohaterką odkrywamy jej minione lata, potępiamy bezduszne życie jakie prowadziła i próbujemy rozwiązać zagadkę napadu na główną bohaterkę. Mimo że nietrudno domyślić się kto jest tak naprawdę dobry, a kto zły, łatwo ulegamy wciągającej akcji. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Replika.

"Cienie przeszłości" można kupić tutaj: http://www.replika.eu/index.php?k=ksi&id=518

piątek, 15 sierpnia 2014

"Ostatni wilkołak" Glen Duncan



"Przełknęła ślinę, obciągając kołnierzyk bluzki. Jej zapach był gorącą perwersją, brudnym koktajlem wyperfumowanej kobiety i lubieżnej woni wilka. Świeży, oczywiście, po transformacji ledwie cztery noce wcześniej. Ona także była najedzona. O tak... W oczach miała ducha posiłku, choć zachowała coś z niedawnej absolwentki college'u, która przybija się przez szokujący świat pracy, zdeterminowana, żeby sobie poradzić, pogodzić się z degradacją, nauczyć okrucieństwa."

"Oto mocna, zdecydowanie nowa wersja legendy wilkołaka - hipnotyczna i niezwykle erotyczna." - taka zapowiedź widnieje na tylnej okładce książki. Zapowiedź wielce kusząca, której pozwoliłam sobie ulec. Jak się okazuje, nie jest to zwykła historii o przygodach pół wilka - pół człowieka, okraszona dodatkowo erotyzmem i brutalnością. "Ostatni wilkołak" to także piękna opowieść o pożądaniu, sensie życia i jego przyczynowo-skutkowych aspektach.

Jake spotyka na swojej drodze uciekającego wilkołaka. Ten krótki i z pozoru nieznaczący epizod, podczas którego mężczyzna odnosi ranę, zamienia jego życie w przekleństwo. Co miesiąc, razem z pełnią księżyca, przemienia się w owłosionego potwora żądnego ludzkiej krwi. Powroty do ludzkiej postaci wywołują poczucie winy, chęć zakończenia swojego żywota. Jednak Jake nie potrafi odejść z tego świata i zmuszony jest zaakceptować nową sytuację. 
Dwieście lat później dowiaduje się, że jest ostatnim wilkołakiem, a w dodatku celem polowania MOKFO (Międzynarodowa Organizacja Kontroli nad Fenomenami Okultystycznymi) . Ale Jake ma już dość swojej egzystencji, towarzyszących mu od dwóch stuleci uczuć i  przede wszystkim logistyki - czuje, że jest już niezdolny "do dalszej walki z przekleństwem przyziemnego ciągu przyczynowo-skutkowego", więc decyzję MOKFO przyjmuje z ulgą. Musi tylko dotrwać do najbliższej pełni i przybrać postać bestii. Lecz te kilkadziesiąt dni okazuje się szaleńczo dynamiczne - Jake zostaje uprowadzony przez pewną atrakcyjną kobietę, następnie ucieka wampirom, które chcą go mieć na własny użytek, a do tego spotyka ją - młodą wilkołaczycę Talullę. Do tego momentu wszystkie przygody seksualne Jake'a były pozbawione prawdziwego erotyzmu i nieograniczonego pożądania, które pojawia się gdy jego wyjątkowy zmysł węchu wyczuwa samicę. Od dwustu lat żył on bez miłości i teraz, kiedy godzina jego śmierci jest z góry określona, spotyka powód, dla którego warto żyć dalej. Talulla jest pod działeniem Klątwy od dziewięciu miesięcy - ona także odczuwa  do doświadczonego wilkołaka zniewalający pociąg, który szybko przeradza się w miłość. Mężczyzna i kobieta stają się nierozłączni próbując uciec przed depczącym po piętach nieprzyjacielem. Jednak namiętność, pożądanie i miłość łącząca te dwie istoty zostaje brutalnie przerwana.

"Ostatni wilkołak" nie jest lekką powieścią. Wymaga od czytelnika pewnego zaangażowania, dzięki czemu książką można się delektować. Glen Duncan powoli buduje napięcie, nakręcając nas swoim wyszukanym stylem, brutalnymi opisami i stopniowanym erotyzmem, by później pozwolić nam wybuchnąć wraz z rozwojem akcji i pożądaniem bohaterów. Poruszonej tu egzystencjalnej tematyki nie można nazwać traktatem o życiu ale bez wątpienia jest przyczyną do rozmyślań o logistyce ludzkiego postępowania. Namiętność i erotyzm między głównym bohaterem a Talullą  hipnotyzują i wiernie oddają uczucia towarzyszące dwójce ludzi, którzy nagle stają sobie na drodze: on - starszy, doświadczony, pozbawiony miłości i patrzący bez nadziei w przyszłość i ona - młoda, potrzebująca oparcia, zrozumienia i uczucia.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Replika.




Książkę można kupić tutaj: http://www.replika.eu/index.php?k=ksi&id=402

sobota, 12 lipca 2014

"Tajemnica Edwina Drooda" Charles Dickens


"Jednak nic się nie dzieje i księżyc patrzy na niego tak, jakby po tym wybuchu gniewu był już martwy. Trzymając się za pulsującą głowę i przyciskając dłoń do piersi, w której szaleńczo wali serce, odchodzi, zataczając się. Potem na wpół świadomie dociera do niego, że został od czegoś odcięty, że zamknięto się przed nim jak przed jakimś groźnym zwierzęciem i zadaje sobie pytanie, co teraz powinien zrobić."

"Tajemnica Edwina Drooda" to pierwszy kryminał Dickensa będący zarazem jego ostatnią i niedokończoną powieścią. To iż autor zmarł nagle i pozostawił dzieło bez zakończenia sprawiło, że tajemnica młodego Drooda stała się zagadką bez rozwiązania. Dokładniej mówiąc pojawiły się liczne kontynuacje, nikt jednak nie wie, która jest zgodna z zamysłem autora. 

"Mam bardzo ciekawy i nowy pomysł na moją nową powieść. Pomysłu tego nie sposób opisać (ponieważ wówczas zniknęłoby całe zainteresowanie fabułą powieści), lecz jest to coś bardzo mocnego, chociaż trudnego do zrealizowania." - napisał w sierpniu 1869 roku Dickens do swojego głównego biografa Forstera. Pomysł ten był na pewno po części zainspirowany morderstwem w domu na Road Hill z 1860 roku, o którym pisałam tutaj. Dało ono początek wielu dziełom o podłożu kryminalnym.
Edwin Drood jest 21-letnim mężczyzną, który osierocony w dzieciństwie znajduje schronienie i rozpoczyna kształcenie u swojego wuja Johna Jaspera, śpiewającego na co dzień w katedralnym chórze miasteczka Cloisterham. Jasper jest też nauczycielem muzyki młodziutkiej, również osieroconej, Róży Bud zamieszkującej Dom Zakonnic. Edwin i Róża są narzeczeństwem lecz nie z powodu łączącej ich silnej miłości tylko dzięki umowie zawartej między ich ojcami, którzy za życia byli przyjaciółmi. Jednak tych dwoje często się ze sobą kłóci i żadne z nich nie wydaje się być zadowolone ze zbliżającego się ślubu. Protekcjonalne zachowanie Drooda względem swojej narzeczonej staje się powodem gwałtownej kłótni z porywczym Cejlończykiem Nevillem, który wraz ze swoją siostrą bliźniaczką Heleną przebywa u wielebnego Septimusa Crisparkle'a. W Wigilię w domu Jaspera dochodzi do pojednania młodych mężczyzn. Lecz następnego dnia nikt nie wie gdzie się podział Edwin. Rozpoczynają się poszukiwania, a jedynym podejrzanym staje się Nevill, który widział Drooda jako ostatni. Czy jednak Cejlończyk jest słusznie oskarżany? 

Dickens krok po kroku umiejętnie kreuje plan zbrodni, zagłębia się w z pozoru nieistotne szczegóły, które wraz z rozwojem powieści nabierają znaczenia. Jego bohaterowie są wyraziści, oddają ducha wiktoriańskiej epoki, która przesiąknięta jest oparami opium. Powieść kończy się nagle i pozostawia niedosyt, który po części próbują wypełnić uzupełnienia i zakończenie autorstwa G. K. Chestertona. Warto zapoznać się również z interpretacją Matthew Pearla, zawartą w "Zagadce Dickensa". Można by rzec, że Dickens stworzył idealną historię - kryminał, w którym każdy z nas może wymyślić własne zakończenie. Lecz ja dałabym dużo aby dowiedzieć się jakie rozwiązanie tajemnicy Edwina Drooda tliło się w umyśle autora.

Dziękuję Wydawnictwu Replika za egzemplarz recenzyjny. 



Książkę można kupić tutaj: http://www.replika.eu/index.php?k=ksi&id=268




piątek, 4 lipca 2014

"Opiekunka Grobów" Melissa Marr



"Powiedział Rebece o dziwnym świecie przemieszanych epok, o klubie, w którym pił razem ze zmarłymi osobami, i że jego ojciec już stamtąd nie wrócił. Następnie dodał: - A jedyne dwie osoby, które mogą tam pójść, to Opiekunka Grobów i jej Grabarz. Są partnerami. Grabarz otwiera bramę, a Opiekunka Grobów odprowadza Głodnych Zmarłych na ich właściwe miejsce."

Jeśli miałabym polecić idealną książkę na letni wypoczynek, to zdecydowanie zachęcam do sięgnięcia po "Opiekunkę Grobów". To lekko i przyjemnie napisana krótka powieść, z intrygującą fabułą, która wciąga już od pierwszych stron i nie pozwala uwolnić się od kolejnych. Każdą wolną chwilę podczas wypoczynku nad morzem przeznaczyłam na jej czytanie.  

Maylene Barrow zajmuje się pielęgnacją grobów w niewielkim miasteczku Claysville. Pewnego spokojnego dnia zostaje brutalnie zamordowana w swoim domu. Na pogrzeb starszej pani przybywa jej wnuczka Rebeka mieszkająca już od 8 lat poza miasteczkiem. Okazuje się, że wraz ze śmiercią Maylene dziewczyna odziedziczyła nie tylko jej dom ale także pewną funkcję, którą kobiety z rodziny Barrow pełniły od pokoleń - ma stać się Opiekunką Grobów. Jej pomocnikiem zostaje Byron, dawny kochanek, do którego miłość nigdy nie wygasła, chociaż Rebeka usilnie się przed nią broni i nie dopuszcza do głosu swoich uczuć. Na chłopaka czeka przejęcie funkcji Grabarza. W mieście dochodzi do kolejnych zabójstw, a jeśli Rebeka i Byron szybko nie wdrożą się w nowe role, ofiar może przybywać. Para dowiaduje się, że dawno temu, władze miasta zawarły ze zmarłymi pewną umowę, której skutki są odczuwalne aż do dziś... 

Melissa Marr zgrabnie łączy intrygującą opowieść o świecie zmarłych, który przenika do świata żywych ludzi z wątkiem miłosnym. Nie da się nie kibicować sercowym zmaganiom Rebeki i Byrona, a tajemnicza aura otaczająca miasteczko Claysville dodaje przyjemnego dreszczyku grozy. Wraz z rozwojem akcji nasze zaciekawienie narasta, pojawiają się nowe wątki i kolejni intrygujący bohaterowie, a gdy wydaje się, że zaraz się wszystko wyjaśni sytuacja komplikuje się, dając w efekcie niebanalną historię, którą czyta się z zapartym tchem. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Replika.



Książkę można kupić tutaj: http://www.replika.eu/index.php?k=ksi&id=396

poniedziałek, 30 czerwca 2014

"Czarne krowy" Roland Topor



"Pamiętnik starego pierdoły" wywarł na mnie wielce pozytywne wrażenie więc bez wahania sięgnęłam po najnowszy, wydany siedemnaście lat po śmierci autora zbiór trzydziestu trzech opowiadań. Przesiąknięte są one specyficznym klimatem, który bezbłędnie kreuje Roland Topor, a który jest mieszanką rzeczywistości, wyobraźni i czarnego humoru. Niektóre opowiadania, mimo braku ewidentnych straszydeł, przerażają i wprawiają w zadumę. Bez wątpienia taki nastrój wytwarza "Stół". Tytułowy mebel skrzywdził mężczyznę - "brutalnie zasadził mi jeden w bok". Facet rozpoczyna monolog, w którym krytykuje postępowanie stołu, rozprawia o jego użytecznej funkcji, o tym, że nie może "zachowywać się jak rozjuszone zwierzę". Mężczyzna żąda aby mebel błagał o wybaczenie, jednak stół odmawia, co skutkuje zabraniem mu obrusu i groźbą obcięcia nóg. Stół nadal milczy jak zaklęty i nie zamierza przepraszać. Lecz mężczyzna ma młotek i gwoździe: "Chciałbyś poczuć uderzenie? [...] STÓŁ: Przepraszam."

Topor rozprawia też o bogactwie oraz biedzie, co znajduje ujście w opowiadaniu "Czym są pieniądze?". Ironizując przedstawia nam mężczyznę, który nie dba o finanse, ba! on wcale o nich nie myśli, takie kwestie nie zaprzątają mu głowy. Mężczyzna konsumuje niezliczone ilości kawioru, nosi buty z krokodylej skóry, jeździ rolls-roycem, na ścianach jego domu wiszą tylko oryginalne obrazy najwybitniejszych malarzy. "I pomyśleć, że są tacy, którzy zabijają dla pieniędzy! Czasem nawet dla drobnych sum. Inni z kolei popełniają samobójstwa pod pozorem niemożności dotrwania do końca miesiąca."
Od razu przypominają mi się słowa Marii Antoniny, która kiedy usłyszała, że lud nie ma chleba odparła "Niech jedzą ciastka!".

W zbiorze "Czarne krowy" są też opowiadania, które bawią i zaskakują formą lub pomysłem. Jednym z takich jest "Powołanie z głębin" będące krótką historią fallusa (zgadnijcie co nosi w plecaku), który odnajduje swoje powołanie w penetrowaniu grot, jaskiń, wąskich szczelin i podziemnych jezior. Dzieli się on życiową prawdą z młodymi: "Idźcie za moim przykładem, nie dajcie się klaustrofobii i pogrążcie się w dziurach, które się przed wami ukazują, ponieważ to być może w głębi jednej z nich odnajdziecie światło".

Najnowsza pozycja Rolanda Topora to przykład kolejnej niebanalnej, śmiałej i wyzywającej książki. To lektura dla miłośników czarnego humoru, którzy nie boją się bijącej z jej stron ironii a nawet głębokiego cynizmu. A jeśli czujecie, że na waszej drodze pojawia się czarna krowa, która "wyciąga broń i kieruje w waszą stronę grad kul, nie przestając nawet przeżuwać swojej gumy", to wiedzcie, że jest to książka stworzona dla Was. 

Dziękuję Wydawnictwu Replika za egzemplarz recenzencki.




Książkę można kupić tutaj: http://www.replika.eu/index.php?k=ksi&s=szu&id=505

piątek, 16 maja 2014

"Sąd Ostateczny" Anna Klejzerowicz



"Nikomu nie wolno zaglądać w głąb jego duszy, która już od stuleci błąka się po tym marnym, grzesznym świecie i nie zazna spokoju, póki nie wypełni swego posłannictwa. Poczuł gniew, jak zwykle, gdy pojawiał się w tym mieście. Miejscu naznaczonym, obcym i wrogim, choć nierozerwalnie z nim związanym. Jednak, gdy wysiadł z samolotu, był już tylko normalnym pasażerem - przeciętnym, zwyczajnym, kulturalnym, a nawet sympatycznym człowiekiem."

Zapowiedź "Sądu Ostatecznego" Anny Klejzerowicz  zaintrygowała mnie więc z wielką przyjemnością przystąpiłam do lektury. Połykając stronę za stroną coraz bardziej zagłębiałam się w gdańskie uliczki, które skrywają nie tylko tajemniczego mordercę ale także sekrety przeszłości.

Emil Żądło jest byłym policjantem, który po rezygnacji ze służby zasłynął jako poczytny dziennikarz. Obecnie jednak, mimo znanego nazwiska nie może znaleźć pracy. Sytuacja ulega zmianie gdy podczas spotkania w gdańskim pubie współpracę oferuje mu narzeczony dawnej sąsiadki. Emil przekazuje mu swój tekst. Młody redaktor ma się z nim skontaktować kolejnego dnia, jednak telefon milczy jak zaklęty. Okazuje się, że Damian i Dorota zostali brutalnie zamordowani, a ich poparzone ciała ułożone w nienaturalnych pozycjach znaleziono w lesie oliwskim. 
To już druga tak brutalna zbrodnia. Policja wraz z nieoficjalnie zaangażowanym Żądłem poszukuje mordercy. Emil odnosi wrażenie, że pozycje, w które ułożono zwłoki gdzieś już widział. Gdy przypadkiem widzi obraz Hansa Memlinga "Sąd Ostateczny" uświadamia sobie skąd morderca czerpie inspiracje. Rozpoczyna się wyścig z czasem, w którym to zbrodniarz prowadzi - uśmierca kolejne ofiary nazywane przez niego grzesznikami, umiejętnie zaciera ślady, bawi się z policją w kotka i myszkę. Wkracza też na prywatne terytorium Emila atakując jego kochankę, włamując się do jego mieszkania, a także nachodząc jego syna. Żądło już nie tylko pragnie rozwikłać tajemnicę morderstw, ale również chce chronić swoich najbliższych, a może to zrobić tylko w jeden sposób - odnaleźć szaleńca i oddać go w ręce policji. 

Anna Klejzerowicz połączyła lekki i prosty styl kryminału z nietuzinkowymi, pomysłowymi i jakże makabrycznymi zbrodniami, co sprawiło, że od "Sądu Ostatecznego" ciężko się oderwać. I mimo iż czasami łatwo się domyśleć jak potoczą się dalsze losy bohaterów, nie odbiera to przyjemności czytania. Jednocześnie czytelnicza wyobraźnia zostaje pobudzona, gdy przed oczami stają gdańskie ulice, które pokonywałam w niejedne wakacje, Teraz tę samą drogę przemierza Emil Żądło w poszukiwaniu wyrafinowanego mordercy. 

Dziękuję Wydawnictwu Replika za egzemplarz recenzencki.
Książkę można kupić tutaj: http://www.replika.eu/index.php?k=ksi&id=507


poniedziałek, 28 kwietnia 2014

"Śmieć" Andy Mulligan


"To może wydawać się idiotyczne: pytać dzieciaka, czy można wejść do jego dziury, ale ta dziura była wszystkim, co Szczur miał, poza tym, co nosił na grzbiecie. Ja nie mógłbym tam mieszkać - wszystko było lepsze. Przede wszystkim  było tam mokro i ciemno. Zresztą bałbym się, że te wszystkie śmieci osuną się i zaleją schody, zamykając mnie w pułapce, jak to się zdarzyło w Smoky Mountain."

Behala to wielkie wysypisko śmieci. Mieszkają na nim niezliczone rodziny biednych ludzi, którzy żyją z tego, co uda im się wygrzebać wśród odpadków. Część zatrzymają dla siebie, inne rzeczy sprzedają. Tutaj nikt nie próżnuje, nawet małe dzieci codziennie odbywają wędrówkę po śmieciowych hałdach w poszukiwaniu czegoś "wartościowego" - papieru, szklanych lub plastykowych butelek. Jednak najczęściej znajdują stupp czyli odchody. 
Podczas codziennych przeszukiwań wysypiska czternastoletni Raphael znajduje coś wyjątkowego i postanawia to zachować. O tajemniczym znalezisku informuje jedynie swojego przyjaciela Garda, a później także śmieciowego odludka - chłopca o przezwisku Szczur. Na wysypisko przybywa policja i oferuje pokaźną sumę pieniędzy dla znalazcy zaginionej saszetki. Raphael nie zamierza oddać jej stróżom prawa i sam wraz z przyjaciółmi postanawia odkryć sekret, który skrywa znalezisko. Sprawa okazuje się być nie tylko fascynująca ale również niebezpieczna - przekonuje się o tym Raphael gdy ledwo żywy wraca z przymusowej wizyty na posterunku policji. Chcąc uciec władzy, która nie bacząc na środki pragnie odzyskać saszetkę, chłopcy muszą opuścić Behala. Rozpoczynają wędrówkę, która zaprowadzi ich aż na cmentarz Naravo.

"Śmieć" to kolejna propozycja Andy Mulligana skierowana do młodzieży, lecz z pewnością docenią ją również starsi czytelnicy. Mimo iż jest prosto napisana i fabuła nie jest zawiła, to i tak dostarcza przyjemności podczas czytania. Wspólnie z chłopcami przedzieramy się przez góry śmieci, łamiemy książkowy kod i wędrujemy po filipińskiej nekropolii. Czytając tę lekturę zastanawiałam się czy takie wysypisko naprawdę istnieje. W podziękowaniach autor zdradza, że wzorował się na miejscu, które widział w Manili. Tam, tak samo jak w książce, dzieci grzebią i będą grzebać w odpadkach. "Śmieć" jest także wskazówką dla młodych ludzi jak powinna wyglądać prawdziwa przyjaźń. Ukazany jest tu obraz szczerej przyjaźni, pełnej oddania i bezinteresowności. Tylko dzięki niej chłopcy gotowi są stawić czoła grożącemu im niebezpieczeństwu. 



Dziękuję Wydawnictwu Replika za egzemplarz recenzencki. 

Książkę można kupić tutaj: http://www.replika.eu/index.php?k=ksi&id=510

piątek, 25 kwietnia 2014

"Sąd Ostateczny" - zapowiedź Wydawnictwa Replika



7 maja 2014 roku nakładem Wydawnictwa Replika ukaże się książka "Sąd Ostateczny" Anny Klejzerowicz.



Charyzmatyczny, obdarzony nieprzeciętną intuicją dziennikarz
w pojedynku z naśladowcą Hansa Memlinga


"Emil Żądło, który zrezygnował z pracy w policji na rzecz dziennikarstwa, przeżywa kryzys. Kryzys wieloraki: związany z pracą, z brakiem natchnienia na nowy artykuł, z finansami, z uczuciami, z życiem w ogóle… Za ostatnie pieniądze kupuje alkohol i papierosy, nie ma siły wstać z łóżka i wziąć się w garść, a na dodatek jego była żona utrudnia mu kontakty z synem i męczy o zaległe alimenty.
Wszystko się zmienia, gdy któregoś razu w nocnym pubie spotyka córkę swojej starej sąsiadki, Dorotę. Młoda kobieta i jej narzeczony tej samej nocy zostają brutalnie zamordowani w niejasnych okolicznościach. Zaintrygowany Emil postanawia pomóc policji w śledztwie."

"Emil Żądło to świetnie skonstruowana postać, która od pierwszej chwili wzbudziła moją sympatię."

Agnieszka Lingas-Łoniewska,
autorka m. in. trylogii Zakręty losu, Szóstego, Łatwopalnych i Brudnego świata




Fragment książki: 

Część I
Rozdział 1
Gdańsk – miesiąc później
Natarczywy dzwonek telefonu zbudził go ze snu, jakby
na siłę wyciągając z ciężkiej, czarnej magmy. Przytom-
niejąc z trudem, Emil rzucił okiem na zegar. Zbliżało się
południe. Zza zasłony wpadały rozproszone promienie
słońca, mimo uchylonego okna mocno nagrzewając
mieszkanie i sprawiając, że cały oblewał się potem. Lato
zaczęło się w tym roku wyjątkowo wcześnie.
Telefon dzwonił uparcie. Znowu zapomniał włączyć
automatyczną sekretarkę, a nie korzystał z poczty głoso-
wej. Już dawno nikt do niego nie dzwonił. Cholera by go
– pomyślał ze złością, podnosząc wreszcie słuchawkę.
– No, nareszcie! – Głos, który usłyszał, bynajmniej nie
poprawił mu humoru. Należał do jego byłej żony, Emili.
– Już myślałam, że nigdy nie odbierzesz. Nie spałeś chyba?
Jeśli sądzisz, że uda ci się mnie spławić, to się grubo my-
lisz.
– Spałem – mruknął.
– O tej godzinie?! – zawołała z typową dla siebie lekką
pogardą w głosie. – Tobie chyba już całkiem odbiło.
Zresztą, nie moja sprawa. Chodzi mi o alimenty. Domyś-
lasz się chyba. Wisisz mi już za trzeci miesiąc. Ja nie sram
pieniędzmi! Muszę wykarmić dziecko. Sorry, ale jeśli nie
doczekam się kasy, to będę musiała iść do sądu.
Przytrzymując słuchawkę ramieniem, przetarł szczy-
piące oczy i sięgnął po papierosa. W pogniecionej paczce
były trzy ostatnie.
– Wiem, wiem… – Zapalił, odgradzając się od jej na-
pastliwego tonu dymną zasłoną. – Posłuchaj. Ciągnę
resztkami. Nic na razie nie złapałem, jest sezon urlopowy,
bałagan… Wstrzymaj się jeszcze trochę, okej? Mam coś
na oku. Jeśli uda mi się wyciągnąć jakąś zaliczkę, to od
razu ci przeleję, obiecuję.
– Jak zwykle – sarknęła. – Jesteś zwyczajnym nie-
udacznikiem. Co się z tobą porobiło?! Jeśli nie masz zle-
ceń, weź się wreszcie za uczciwą robotę! Gdybyś został
w policji, może byliby z ciebie ludzie! Ale nie, wielki in-
dywidualista nie będzie słuchał cudzych rozkazów! Co ty
sobie myślisz?! Dziecko ma z głodu umrzeć przez twoje
ambicje?! Ważny pan redaktor się znalazł!
– Jaką uczciwą robotę?! – Pomału zaczynał trafiać go
szlag. – Mam zostać stróżem?! Albo kelnerem w nocnym
klubie?!
– A chociażby!
– Wiesz co, szkoda dyskusji – powiedział, starając się
opanować. Bez sensu było teraz z nią zadzierać. – Posta-
ram się coś zdobyć. Nic bardziej optymistycznego w tej
chwili ode mnie nie usłyszysz. Zadzwonię. A kiedy będę
mógł zobaczyć się z małym?
– Jak zapłacisz – odparła zimno. – Bartek i tak ma dość
stresów przez ciebie. Czekamy!
– Zadzwonię – burknął i odłożył staroświecką
słuchawkę na widełki.
Zgasił papierosa i wypił resztkę wody mineralnej z bu-
telki stojącej obok łóżka. Zwlókł się niechętnie z przepo-
conej pościeli, niezmienianej od tygodni. Kolejny
parszywy dzień. Najlepiej by było w ogóle się nie obudzić.
Bo po cholerę? Jego życie już dawno straciło sens. Przed
czterdziestką był skończony. Kiedy brakuje napędzającego
motoru, maszyna staje się zbędnym gratem. Człowiek
też…
Zrzucając po drodze szorty i podkoszulkę, nago po-
szedł do łazienki. Zimny prysznic spłukał z niego nie-
świeży zapach potu, lecz nie podołał beznadziei, która
sączyła się z każdego pora jego skóry. Wycierając się
szorstkim ręcznikiem, mimochodem zerknął w lustro.
Widok żylastego, nieogolonego faceta o ponurym wyra-
zie twarzy aż go odrzucił. Zawsze podobał się kobietom,
wiedział o tym, choć teraz trudno mu było w to uwierzyć.
Bo cóż może się komu podobać w tym długim nosie
i wąskiej, lisiej twarzy, w tych posępnych bruzdach wokół
ust albo sińcach pod zapadniętymi oczami, płonącymi
niezdrowym blaskiem?! Niegdyś szczycił się południową,
męską urodą, teraz jednak przypominał raczej jakiegoś
szalonego terrorystę.
Zaczesał do tyłu zbyt długie czarne włosy, zauważając
z przykrością pierwsze srebrne nitki na skroniach. Umył
zęby. Przez chwilę wahał się, czy nie warto by się w końcu
ogolić, machnął jednak na to ręką. Szkoda fatygi. Szybko
założył stare dżinsy, zastanawiając się, co będzie dzisiaj
robił. Nie może przecież chlać od rana do nocy i wiecznie
się nad sobą użalać. Nawet nie ma już za co chlać. Trzeba
coś wreszcie wykombinować. Choćby wcisnąć komuś ten
badziew o żeglarstwie morskim. Temat na czasie. Niezłe
zdjęcia. Rzucił okiem na niebieską teczkę z tekstem. Musi
się udać.
Śniadanie. Co by tu… Obrzucił wzrokiem prawie
pustą lodówkę. W żołądku odczuwał ssanie, jednak
gorzki smak w ustach odstręczał od jedzenia. Nie mógł
się zdecydować, czy zrobić sobie kawę czy herbatę.
W końcu zaparzył kawę, w nadziei, że kubek czarnej jak
smoła siekiery szybciej postawi go na nogi. To wystarczy,
może na mieście zje jakąś drożdżówkę.
Spojrzał jeszcze na termometr za oknem, niepewny,
co na siebie założyć. Słupek rtęci sięgał prawie trzydzies-
tu stopni – wystarczy koszulka bez rękawów. Sięgnął
do wewnętrznej kieszeni kurtki w poszukiwaniu
prawa jazdy, jednak w porę uświadomił sobie, że nie
będzie mu potrzebne. Nie ma na benzynę, jego stary
grat będzie mógł odpocząć. Wziął trochę drobnych,
okulary przeciwsłoneczne, dwa ostatnie papierosy
i teczkę z reportażem. Jeszcze aparat fotograQczny.
W drogę…

Upał był nie do zniesienia. Zmierzając ku kolejce,
minął niewielką cukiernię „Jutrzenka”, która znajdowała
się tutaj chyba od zawsze. Ze środka rozchodziły się miłe
zapachy, ale z powodu temperatury stracił apetyt. Do
dworca w Oliwie miał spory kawał. Nie spieszył się jed-
nak. Mógł iść na skróty, lecz zadrzewiona ulica Pias-
towska – ciągnąca się od samego morza – dawała miłe
złudzenie chłodu. Mijał niewielkie wille i domki z ogród-
kami, z zazdrością obserwując przejawy normalnego ży-
cia ich mieszkańców. Kobiety opalające się na tarasach,
dzieciaki zabawiające się w gumowych basenikach. Ro-
dzina. Żal ścisnął mu serce, gdy pomyślał, że i to spiep-
rzył. Jego syn wychowuje się bez ojca, a żona – była żona
– nienawidzi go i nim gardzi. Ostatni raz widział Bartka
parę miesięcy temu. Mimo że wciąż mieszkali na tym
samym osiedlu, tak zwanym Przymorzu – po rozwodzie
zostawił żonie ich dawne mieszkanie w bloku przy ulicy
Jagiellońskiej, sam zaś wynajął malutką kawalerkę
z wnęką kuchenną w falowcu przy Piastowskiej – Emila
postarała się o to, by ich skutecznie rozdzielić. Starała się
nawet sama odbierać Bartka ze szkoły – byle tylko uda-
remnić małemu wszelki kontakt z ojcem. Inna sprawa, że
Emil i tak rzadko bywał uchwytny. Często jeździł w teren,
a jeśli nawet był w mieście, to pił, starając się zapomnieć
o nieudanym życiu. Bartek pewnie już nie pamięta, jak
wygląda jego tata. Emil miał nadzieję, że teraz, gdy za-
częły się wakacje, łatwiej będzie o spotkania z dzieckiem
– ale Emila wysłała Bartka do babci na wieś.
Cóż, wszystko się popieprzyło. Niegdyś uznali zbież-
ność swoich imion za znak. Przeznaczenie. Miłość. Emila
i Emil Żądło. Brzmiało fantastycznie. Teraz z tego wszyst-
kiego zostało już tylko żądło.
Droga minęła mu szybko. Zanim się obejrzał, już
zbliżał się do starego oliwskiego dworca. Kupił bilet, od-
czekał parę minut na peronie i wsiadł do kolejki jadącej
w kierunku Gdańska. Rodzinne miasto wykarmiło go
i ukształtowało, odrzuciło i zniszczyło, to miasto, które
nienawidził i bez którego nie wyobrażał sobie życia. Inna
sprawa, że ostatnio własne życie w ogóle wymykało się
jego wyobraźni. Jak się wali, to wszystko naraz. Dobrze
wiedział, że w stolicy jako dziennikarzowi byłoby mu
łatwiej. Tu jest jednak specyficzna atmosfera: handel, in-
teresy, turystyka; gorące, podskórne pulsowanie porto-
wego miasta. Nie jest biznesmenem, a dobry interes zrobił
w życiu tylko raz, lecz było to jeszcze w podstawówce
i chodziło o znaczki pocztowe. A jednak nigdy nie zde-
cydował się porzucić tego miejsca.
Dojeżdżając do Wrzeszcza, jak zwykle przykleił twarz
do szyby w poszukiwaniu tych samych widoków, przygo-
towany na znajome piknięcie serca. Kolejka zatrzymała
się na stacji, tłum pasażerów kotłował się przy wejściu.
Mimo wielu zmian wciąż rozpoznawał znane uliczki i bu-
dynki. Tu się urodził. Za każdym razem, przejeżdżając
przez Wrzeszcz, czuł zapach dzieciństwa – woń starych
kredensów, wysokich mieszkań i ciasnych podwórek,
wody kwiatowej o aromacie bzu, której używała mama,
konQtur smażonych przez babkę na wielkim piecu ku-
chennym z innej epoki. Jak to już było dawno… Teraz
w ich wielkim i ciemnym mieszkaniu znajduje się biuro
jakiejś Qrmy. Rodzice zginęli w wypadku samochodo-
wym, kiedy był jeszcze dzieckiem, a twarz babki również
zacierała się w jego pamięci.
Przez moment zapragnął wysiąść tu i przejść się dawno
niewidzianymi ulicami. Małachowskiego, Słowackiego,
Partyzantów, potem cienistą Jaśkową Doliną, gdzie sta-
rannie ostatnio odrestaurowane stare dworki i miesz-
czańskie pałacyki puszą się nowymi elewacjami. Może
taki spacer pozwoliłby mu odzyskać równowagę ducha.
Podobno nic tak nie pomaga jak dobre wspomnienia. Jed-
nak dziś nie mógł sobie na to pozwolić. Zbliżała się druga,
miał do załatwienia ważniejsze sprawy. Jakiś chłopak rzu-
2cił mu na kolana plik ulotek oraz bezpłatny biuletyn. Bez
oglądania odłożył je na siedzenie obok. Kolejka ruszyła
szybko w stronę Gdańska Głównego.



Tytuł: Sąd ostateczny
Autor: Anna Klejzerowicz
Premiera: 7 maja 2014
ISBN: 978-83-7674-287-8
EAN: 9788376742878
Stron: 316
Cena:34,90 zł

Wydawnictwo Replika

W przygotowaniu kolejne części serii:




piątek, 18 kwietnia 2014

"Uśpione marzenia" Natalia A. Bieniek


"Oto mężczyzna i oto kobieta. Ważą się losy ich całej rodziny. Decyzja kobiety, by pójść na urlop wychowawczy, zrewolucjonizuje ich dotąd perfekcyjnie ułożone życie. Kobieta zamierza bowiem sama zająć się dziećmi. Dotąd pisała plany finansowe, dbała o własny rozwój i szanse zawodowe. Teraz chce gotować dzieciom obiadki, podcierać im tyłki i chodzić do parku z wózkiem dziecinnym. Zaniecha zawodowej pracy, zrezygnuje ze sporych zarobków. Być może nawet będzie trzeba odłożyć na później wyjazd wspinaczkowy na Czomolungmę."

Każda matka staje kiedyś przed pytaniem: praca czy dziecko. Niektóre kobiety chcą, inne muszą po urlopie macierzyńskim wrócić do pracy. Łączą ze sobą dwie role - kobiety pracującej i matki. Są też mamy, które dobrze czują się w towarzystwie malucha, odkładają "karierę" na dalsze plany i zostają z dziećmi. Anna ma dwójkę dzieci - czteroletniego syna i dziewięciomiesięczną córeczkę. Konstanty uczęszcza do językowego przedszkola i na zajęcia pozalekcyjne, które trwają do wieczora. Anna wraca do pracy na stanowisku wicedyrektora banku jeszcze zanim kończy się urlop macierzyński, córką Julią zajmują się opiekunki. Anię pochłania praca, skupia się na własnym rozwoju, planuje wraz z mężem wyjazd na Czomolungmę - wspinaczki są modne w kręgach zamożnych biznesmenów. Z dziećmi się raczej widuje niż z nimi przebywa - nie ma czasu. 

Ewa jest siostrą Anny i jej przeciwieństwem. Już od lat szkolnych nie przejawiała zbytnich ambicji naukowcy, teraz próbuje łączyć koniec z końcem pracując jako lektora języka angielskiego. Ma narzeczonego, nie ma dzieci i zalega z ratami kredytu hipotecznego. Jej kontakt z Anną jest sporadyczny, jednak postanawia się z nią spotkać i prosić o pomoc finansową - jeśli tego nie zrobi bank zajmie jej kawalerkę. Podczas rozmowy Ewa wyrzuca siostrze jej brak zaangażowanie w życie dzieci. Mimo iż od pierwszych miesięcy życia mają zapewniony rozwój na wszelkich poziomach, są emocjonalnie zaniedbane, wychowywane bez troski, bezpieczeństwa i "nie mają poczucia, że są najważniejsze". Ewa tłumaczy Annie, że Konstanty i Julia potrzebują jej jako "matki" a nie sponsora kolejnych zabawek i dodatkowych zajęć. 
Zdegustowana Anka wraca do domu. Nazajutrz kobiety dowiadują się, że ich matka mieszkająca za granicą, zginęła podczas nurkowania. Ewa przybywa do domu Anny, w którym zastaje siostrę w totalnym otępieniu. Anna prze wiele dni nie opuszcza łóżka, z nikim nie rozmawia. Po pewnym czasie Ania "wybudza się" i wydaje się być odmienioną osobą. Podejmuje decyzję o przejściu na urlop wychowawczy, chce spędzać więcej czasu z dziećmi. Uczy się gotować, zajmować się domem i spędzać czas z maluchami. Nie wszyscy jednak są z tego powodu zadowoleni. Jej mężowi Piotrowi nie podoba się nowa żona. Dezaprobata męża nie pomaga Annie, której stan emocjonalny nadal jest niestabilny, co znajduje ujście w jej codziennych poczynaniach. 

Kobiety zbliżają się do siebie, do głosu dochodzą wspomnienia z dziecięcej przeszłości, które rzucają światło na niewyjaśnioną dotąd rodzinną historię - dlaczego matka zostawiła dorastającą Ewę oraz Annę i wyjechała do Australii. Z ukrycia wychodzą porzucone pragnienia, zepchnięte do ciemnych zakamarków umysłu. 
"Uśpione marzenia" są jak duży czerwony znak stop, który motywuje nas do zastanowienia się nad pracą, macierzyństwem, nad kontaktem z własnymi dziećmi. Czy w pędzie za pieniędzmi i kolejnymi szczeblami drabiny korporacyjnej nie zaniedbaliśmy naszych pociech? Czy dzieci mają czas na zabawę z mamą i tatą, na zwykłe "nic nie robienie", czy ich czas jest jednak od rana do wieczora wypełniony przeróżnymi zajęciami, tak jak czas rodziców, w którym nie ma już miejsca na bliskość i odrobinę nudy? Jednocześnie możemy zastanowić się jak połączyć macierzyństwo i karierę, tak aby mama była zadowolona i spełniona, a dzieci nie odczuwały emocjonalnego zaniedbania. Warto przyjrzeć się swoim pragnieniom. Może dostrzeżemy w nich coś przeciwnego do tego co akurat dzieje się w naszym życiu? A może utwierdzą nas one w dokonanych wyborach? 

Dziękuję Wydawnictwu Replika za egzemplarz recenzencki. 
Książkę można kupić tutaj: http://www.replika.eu/index.php?k=ksi&id=490



poniedziałek, 14 kwietnia 2014

"Czas zamykania" Jack Ketchum


Jack Ketchum, a właściwie Dallas Mayr, zawarł w zbiorze "Czas zamykania" dziewiętnaście opowiadań, w których realizm przeplata się z mrocznym światem wyobraźni autora. Rzeczywistość tu kreowana, podobnie jak u Murakamiego, sprawia, że wnikamy w nią całkowicie czując, że to wszystko mogłoby przydarzyć się nam. Dodatkowo Ketchum sięga do demonów naszego umysłu, które napawają strachem. Z zapartym tchem kroczyłam po amerykańskich ulicach, które skrywały w sobie mroczne tajemnice. To jednak niepokoje drzemiące w ludzkich sercach okazują się być najgorsze.

Pragnę przybliżyć kilka opowiadań i mam nadzieję, że będą one wystarczającą zachętą aby sięgnąć po tę lekturę.

"Nieuchwytne"


" - Czyli chodzi ci o to...
   - Że nie możesz obejrzeć tego filmu, bo nie możesz zobaczyć, jak w nim umierasz."

Kovelant wybiera się na seans filmowy "Sleepdirt" lecz nie dane mu jest na niego dotrzeć. Za każdym razem coś staje mu na drodze - zła pogoda, wyprzedane bilety, nagłe pogorszenie stanu zdrowia. Gdy powraca do zdrowia film może już dostać tylko na taśmie video. Jednak i teraz wydaje się, że wszystko sprzysięgło się przeciwko Kovelantowi - popsuty magnetowid, telewizor, kasety. Do tego ludzie ewidentnie biorą go za kogoś kim nie jest...


"Dzielna dziewczynka"


"Nie miałam pojęcia co to za tajemnica, dopóki nie przewinęli w studiu taśmy i nie zobaczyłam, jak dziewczynka upuszcza lalkę i się pochyla."

Historia jaką znamy z telewizyjnych wiadomości - czteroletnia dziewczynka dzwoni na pogotowie i w ten sposób ratuje życie matce, która przewróciła się w wannie pełnej wody i straciła przytomność. Matka trafia do szpitala, dzieckiem zajmuje się babcia. Zwołana zostaje konferencja prasowa, podczas której ma być przeprowadzony wywiad z rezolutną dziewczynkę. Gdy reporterka ogląda materiał, okazuje się, że widać na nim coś na co ona nie zwróciła uwagi podczas rozmowy z dzieckiem. Kobieta pragnie ujawnić paskudną tajemnicę, którą odkryła. 


"Na słowo honoru"


"Dziwnie się czuła na myśl, że jest jedynym gościem. Na myśl o tym, że jest całkiem sama. Zastanawiała się, czy tu w ogóle jest bezpiecznie. W końcu była na kompletnym zadupiu."

Linda jedzie odwiedzić swojego chorego wujka. Droga okazuje się niełatwa - jest ciemno, mgliście, a na poboczach widać martwą zwierzynę, którą potrącili inni kierowcy. Nie chcąc ryzykować zatrzymuje się w najbliższym motelu na parkingu, którego nie widać ani jednego samochodu. Po wejściu do recepcji kobieta odkrywa, że wszystkie pokoje są wolne. Okazało się, że motel działa na zasadzie "na słowo honoru", czyli klient sam wybiera pokój, bierze kluczyki, a rano uiszcza opłatę w specjalnym automacie. Po zakwaterowaniu Linda udaje się do baru, działającym na takiej samej zasadzie. Ku jej wielkiemu zdziwieniu jest on zapełniony przez ludzi, którzy twierdzą, że również zatrzymali się tu na noc. Czemu jednak w recepcji wiszą klucze od wszystkich pokoi?


"Rozchmurz się"


" - Poprosiliśmy tych ludzi, żeby zgasili papierosy, i pana też o to proszę. To oburzające! Czy właściciel zdaje sobie sprawę, co się tu dzieje?"

Ketchum puścił wodze fantazji i utkał krótką opowieść będącą odpowiedzią palaczy na wprowadzenie zakazu palenia w miejscach publicznych. Grupa miłośników papierosów mści się na niepalących gościach restauracji, którzy chcą aby egzekwowano wprowadzone prawo. Jak to ujął autor w posłowiu: "I bardzo wielu z nas [...] snuło właśnie takie marzenia". Jako osoba niepaląca snuję podobne marzenia wymierzone przeciwko drugiej grupie ;-)


"Gorąca linia"


"Odstrzelicie sobie głowę, a my zbieramy fragmenty waszego ciała z dywanu czy z cholernych ścian."

Emerytowany gliniarz pracuje w centrum kryzysowym odbierając telefony od zdesperowanych samobójców. Powinien im pomagać, lecz tak naprawę nie cierpi swojej pracy i nie dba o to co stanie się z jego rozmówcami. Krzyczy na nich, wyzywa, twierdzi, że sam powinien ich pozabijać, za ich egoistyczne podejście bowiem później jego koledzy-policjanci muszą zbierać resztki zmasakrowanych ciał samobójców. Sytuacja ulega zmianie kiedy jednym z jego rozmówców okazuje się być jego stary przyjaciel.


"Za zgodą" 


" Nie. W dodatku było to żenujące. Miałam na sobie takie majtki z serii z Garfieldem z napisem "Podnieć mnie" i one były zupełnie przemoczone. A wiesz, ratownicy musieli mnie rozebrać, więc..."

Stroup i Carol są kochankami, lecz ona nie pozwala kochać się przy zapalonym świetle. Podczas jedno ze zbliżeń prosi Stroupa o włączenie lampy i coś mu pokazuje. Opowiada też o byłych partnerach, którzy spełniali jej wyrafinowane marzenia seksualne. Carol odczuwa bowiem orgazm w specyficznych sytuacjach, o których autorka "Pięćdziesięciu twarzy Greya" nawet nie śniła. 


"Warczeć, syczeć, pluć, kroczyć"


"Miłość jak uganianie się za ptakami. Kot skakać, ptak odlecieć. Kot spadać. Martwy Kot ciężki. Pac."

Martwy Kot jest świadkiem jak mężczyzna atakuje kobietę. Broni jej rzucając się na mężczyznę, który wkrótce ucieka. Kobieta opiekuje się zwierzęciem i zostaje z nim aż do swojej śmierci. Opowiadanie jest krótkie, o prostej fabule lecz napisane tylko i wyłącznie z użyciem bezokoliczników, z ograniczeniem przymiotników o przysłówków. Nie lada gratka dla tych, którzy lubią językowe zabawy. 


Jack Ketchum umiejętnie buduje napięcie, tworzy historie, które balansują na pograniczu rzeczywistości i fantastyki, lecz mimo niewiarygodnych elementów odczuwamy, że wydarzenia te są niezwykle realne i mogą przydarzyć się każdemu z nas. 

Dziękuję Wydawnictwu Replika za przesłanie egzemplarza do recenzji. Książkę można zakupić na stronie Wydawnictwa: http://replika.eu/index.php?k=ksi&id=491



środa, 9 kwietnia 2014

Wydawnictwo Replika - zapowiedź

15 kwietnia nakładem Wydawnictwa Replika ukaże się następująca pozycja:

Andy Mulligan


"Porywająca opowieść o niezwykłej przygodzie, ale przede wszystkim o przyjaźni – szczerej, prawdziwej i zdolnej pokonywać największe przeszkody.


Trzech przyjaciół – Raphael, Gardo i Szczur – żyje na ogromnym wysypisku. Utrzymują się z codziennego grzebania w śmieciach. Pewnego dnia Raphael przypadkiem znajduje w jednym z worków coś – coś unikatowego i bardzo tajemniczego. Na tyle niezwykłego, że decyduje się to zachować nawet wtedy, gdy miejska policja zaczyna oferować za znalezisko pokaźną nagrodę.
I wtedy zaczynają się kłopoty.
Wkrótce chłopcy z wysypiska będą musieli wykorzystać całą swoją odwagę i spryt, by ocalić głowy przed prześladowcami, depczącymi im po piętach. To od nich będzie zależało, czy wielki sekret rządzących ujrzy światło dzienne...




Na podstawie tej niezwykłej, przetłumaczonej na 25 języków historii powstaje film Stephena Daldry'ego, twórcy „Billy'ego Elliota” i „Godzin”. W obsadzie m.in. Rooney Mara oraz Martin Sheen."



Tytuł: Śmieć
Tytuł oryginału: Trash
Autor: Andy Mulligan
Przekład: Martyna Plisenko
Premiera: 15 kwietnia 2014
ISBN: 978-83-7674-282-3
EAN: 9788376742823
Stron: 292
Cena: 34,90 zł
Wydawnictwo Replika


Fragment książki:

Nazywam się Raphael Fernández i jestem zbieraczem śmieci. Ludzie mówią mi: „Pewnie nigdy nie wiesz, co znajdziesz, grzebiąc w tych śmieciach! Dziś może ci się poszczęścić”. Odpowiadam im: „Przyjacielu, sądzę, że wiem, co znajduję”. I wiem, co znajduje każdy, bo wiem, co znajdowaliśmy przez cały ten czas, gdy tu pracuję, całych jedenaście lat. Jest na to jedno słowo: stuppa, które oznacza… przepraszam, jeśli ktoś poczuje się urażony — to nasze słowo na określenie ludzkiej kupy. Nie chcę nikogo zdenerwować, nie o to mi chodzi. W naszym uroczym mieście jest wiele rzeczy trudnych do zdobycia. Wielu ludzi nie ma toalet i bieżącej wody, więc kiedy muszą skorzystać, robią to, gdzie się da. Większość z tych ludzi mieszka w klitkach, wznoszących się wysoko i ciasno upakowanych. Kiedy więc korzystają z toalety, robią to na kawałek papieru, który potem zawijają i wyrzucają do śmieci. Worki ze śmieciami przyjeżdżają hurtem. W całym mieście ładuje się je na wózki, a z wózków na ciężarówki lub nawet pociągi — bylibyście zdumieni, ile śmieci produkuje to miasto. Całe góry — a wszystkie trafiają tutaj, do nas. Ciężarówki i pociągi nigdy nie kończą pracy, tak samo, jak my. Transport i transport, sortowanie i sortowanie. To jest właśnie Behala, miasteczko ze śmieci. Trzy lata temu takim miasteczkiem było Smoky Mountain, ale zrobiło się tam tak źle, że je zamknęli i przenieśli nas dalej wzdłuż drogi. Sterty się wypiętrzają; mam na myśli to, że są jak Himalaje: można się po nich wspinać i wielu ludzi to robi… w górę i w dół, w doliny. Góry rozciągają się od portu po bagniska; to cały długi świat parujących śmieci. Jestem jednym ze zbieraczy, którzy przekopują się przez wszystko, co wyrzuca to miasto.
„Ale musicie znajdować jakieś ciekawe rzeczy? — zapytał mnie kiedyś ktoś. — Choć czasami, prawda?”
Widzicie, miewamy gości. Zazwyczaj są to cudzoziemcy odwiedzający Szkołę Misyjną. Ufundowano ją lata temu i wciąż jest otwarta. Zawsze się uśmiecham i odpowiadam: „Czasami, proszę pana! Czasami, proszę pani!”.
Ale tak naprawdę myślę: nie, nigdy — bo najczęściej znajdujemy stupp.
— Co tam masz? — pytam Garda.
— A jak myślisz, mały? — odpowiada pytaniem on.
I już wiem. Interesująca paczka, jakby ładnie zapakowana? Co za niespodzianka! To stupp, a Gardo przekopuje się dalej, ocierając dłonie o koszulę i mając nadzieję, że znajdzie coś, co będziemy mogli sprzedać. Całymi dniami, słońce czy deszcz, chodzimy po wzgórzach.
Chcecie przyjechać i to zobaczyć? No, Behalę wyczujecie na długo przed tym, zanim ją ujrzycie. Zajmuje powierzchnię ze dwóch tysięcy boisk piłkarskich albo może tysiąca do koszykówki — nie wiem: wydaje się rozciągać w nieskończoność. Nie, żebym miał pojęcie, ile z tego to stupp, ale w gorszy dzień wydaje się, że większość. A gdy spędzasz życie, brodząc w nim, oddychając nim, śpiąc obok niego — cóż… może któregoś dnia znajdziesz „coś miłego”. Na pewno.
I nagle któregoś dnia znalazłem.
Zbierałem śmieci, odkąd byłem dość duży, żeby poruszać się bez pomocy i móc podnosić różne rzeczy. Kiedy to było? Miałem trzy lata i przebierałem śmieci.
Opowiem wam, czego szukamy. Plastiku, bo plastik można zamienić na gotówkę, szybko, za kilogram. Biały plastik jest najlepszy i odkłada się go na jedną stertę; niebieski na drugą. Papier, jeżeli jest biały i czysty, to znaczy: o ile go wyczyścimy i wysuszymy. Karton także.
Cynowe puszki; wszystko, co z metalu. Szkło, o ile to butelka. Wszelkie ubrania i szmaty — to oznacza od czasu do czasu t-shirty, parę spodni, kawałek worka, w który coś owinięto. Połowa ciuchów tutejszych dzieciaków to takie znaleziska, ale większość zbieramy na sterty, ważymy i sprzedajemy. Powinniście zobaczyć, jak sam jestem ubrany. Noszę poszarpane jeansy i o wiele za dużą koszulkę, którą mogę zawinąć sobie na głowie, gdy słońce robi się za ostre. Nie noszę butów — raz, bo żadnych nie mam, a dwa, że musisz czuć, co masz pod stopami. Szkoła Misyjna miała duże parcie na to, żebyśmy nosili buty, ale większość dzieciaków je sprzedała. Śmieci są miękkie, a nasze stopy twarde jak kopyta.
Guma jest niezła. Raptem w zeszłym tygodniu skądś przyjechał do nas potężny transport starych opon. Rozdrapali je w minutę; dorośli dorwali się do nich pierwsi i nas przegonili. Za w miarę dobrą oponę można dostać pół dolara, a zniszczona posłuży za dach domu. Mamy też fast foody, a śmieci stamtąd to pewny biznes. Nie trafiły się w pobliżu miejsca, w którym byliśmy z Gardem, ale daleko na końcu, i jakaś setka dzieciaków przebierała tam słomki, pudełka i kurze kości. Wszystko, co dało się odzyskać, oczyścić i spakować, trafiło do ważenia i zostało sprzedane. Ciężarówki zabierają to z powrotem do miasta i tak to się toczy. W dobry dzień zarabiam dwieście peso. W zły… może z pięćdziesiąt? Więc żyjesz z dnia na dzień i masz nadzieję, że się nie rozchorujesz. Całe twoje życie to trzymany w ręce hak do odwracania śmieci.
— Co tam masz, Gardo?
— Stupp. A ty?
Odwracam papier.
— Stupp.

Muszę jednak powiedzieć: jestem śmieciowym chłopcem z szortami. Przez większość czasu pracuję z Gardem i ruszamy się bardzo szybko. Niektóre z małych dzieci i starców nic, tylko szturchają i szturchają, jakby wszystko trzeba było odwrócić — ale ja spomiędzy stupp potrafię szybko wyciągnąć papier oraz plastik, więc radzę sobie całkiem nieźle. Gardo to mój partner i zawsze pracujemy razem. Opiekuje się mną.

wtorek, 8 kwietnia 2014

"Dziewczyny z Danbury. Orange Is the New Black" Piper Kerman


"Dużo się nauczyłam przez te pięć miesięcy pobytu w więzieniu: jak wyczyścić każde pomieszczenie, używając podpasek, jak okablować izolację w świetlówce, jak rozpoznać, czy jakiś duet to kochanki, czy tylko najlepsze przyjaciółki, jak skląć kogoś po hiszpańsku, jaka jest różnica między "czuję to" (dobrze) a "coś czuję" (źle); poznałam najlepszą metodę na obliczenie czyjegoś czasu, ale też nauczyłam się rozpoznawać okazje w sklepie na kilometr i wyczuć, z którymi strażnikami można było pogadać, a którzy byli wredni."

"Dziewczyny z Danbury. Orange Is the New Black" to kolejna książka, którą otrzymałam od Wydawnictwa Replika. Z zaciekawieniem sięgnęłam po tę autobiograficzną opowieść o kobiecym więzieniu i muszę przyznać - nie zawiodłam się. Mimo poruszanego poważnego tematu jest napisana w zgrabnym i przystępnym stylu. Nie można się przy niej nudzić, każdy rozdział odkrywa nowe, zaskakujące sytuacje z życia osadzonych kobiet.

Piper Kerman, zafascynowana swoją dziewczyną, która obraca się w narkobiznesie, postanawia wyjechać z nią do Indonezji. Wkrótce zostaje wplątana w szmuglowanie narkotyków, ale po jakimś czasie zrywa z tym nielegalnym procederem. Rozpoczyna normalne życie, poznaje mężczyznę, z którym wiąże przyszłość. Lata mijają, Piper zapomina o dawnym życiu, lecz pewnego dnia do drzwi jej domu pukają federalni i informują, że jest oskarżona o pranie brudnych pieniędzy i przemyt narkotyków. W wyniku przedłużającego się procesu do więzienia trafia dopiero po 10 latach od niechlubnej przygody. Wyrok w wysokości 15 miesięcy ma odbyć w więzieniu o obniżonym rygorze w Danbury. Autorka krok po kroku opowiada o swoim pobycie w ośrodku - charakteryzuje inne osadzone, personel więzienny i mury miejsca, w którym przyszło jej spędzić najbliższe miesiące. Porusza przy tym trudną sytuację kobiet, wytyka minusy więziennictwa oraz proponuje jak można naprawić dotychczasowe błędy i zaniedbania. Kobiety ponoszą zasłużoną karę, uświadamiają sobie popełnione zło, jednak jeśli nie mają takiego szczęścia jak Piper i nie wywodzą się z zamożnej i wykształconej rodziny, ich szanse na lepsze życie po wyjściu na wolność są znikome. Więzienie skupia się na egzekwowaniu kary, zapomina o resocjalizacji i udzieleniu wsparcia osadzonym. Nie pokazuje im drogi, którą warto pójść aby odbić się od dna. Wiele kobiet trafia tu później z powrotem.
Piper doświadcza szowinistycznego i seksistowskiego podejścia ze strony części męskiego personelu, arogancji oraz obojętności strażników i kuratorów. Po przybyciu do więzienia nie ma podstawowych środków czystości takich jak szampon czy pasta do zębów, zdana jest więc na łaskę innych osadzonych. Aby zjeść coś przyzwoitego kobiety muszą podkradać jedzenie ze stołówki i łączyć posiadane produkty z tymi dostępnymi od czasu do czasu w więziennym sklepiku. Pieniądze na zakupy zdobywają pracując jako elektrycy lub budowlańcy. Jeśli nie mają wykształcenia, ich zarobki są znikome.
Łatwo popaść w niełaskę i trafić do izolatki, chociaż nie ma ku temu większych podstaw. Prawo, które obowiązuje w więzieniu to często "widzimisię" naczelnika.
Piper aby przetrwać musi podporządkować się panującym regułom, zarówno tym narzuconym przez personel, jak i przez pozostałe więźniarki. Zawiązuje przyjaźnie, dzięki którym pobyt wydaje się być mniej drastyczny.

Więzienie w Danbury jest ośrodkiem o obniżonym rygorze. W większości trafiają tu kobiety, które, tak jak Kerman, popełniły błędy w życiu i zeszły na drogę przestępczą ale bez znamion przemocy. Nie jest to kolejna opowieść o krwawych rozgrywkach między osadzonymi czy personelem. Jest to powieść o życiowych pomyłkach, bólu rozstania z bliskimi, o tęsknocie, trwodze, strachu, niesprawiedliwości a także o przyjaźni, miłości, nadziei i wsparciu. "Dziewczyny z Danbury" to gorzka prawda o sytuacji kobiet w amerykańskich więzieniach. Wywołuje smutek, wzruszenie, złość ale również uśmiech. Publikując ją, Piper Kerman zapoczątkowała dyskusję o kobiecych ośrodkach w Ameryce.


Dziękują Wydawnictwu Replika za przesłanie egzemplarza do recenzji.
Książkę można zakupić na stronie Wydawnictwa: http://replika.eu/index.php?k=ksi&id=466


niedziela, 30 marca 2014

"Pamiętnik starego pierdoły" Roland Topor


"No więc, jeśli chodzi o mnie, to myślę, że tak naprawdę krajobraz, który malujemy, tkwi w nas. W sercu albo w duszy, mniejsza o słowa. Jedyna rzecz, jakiej potrzebujemy, aby móc się wypowiedzieć, to przestrzeń. Kiedy przestrzeń jest pusta, wówczas ją zapełniamy, to wszystko. Naszym najistotniejszym powołaniem jest zawłaszczenie przestrzeni!"

"Pamiętnik starego pierdoły" - już sam tytuł wskazuje, iż nie można zostać obojętnym wobec tej książki. Czym jest zatem ów pamiętnik? To wspomnienia człowieka w podeszłym wieku, który raczy nas zabawną opowieścią o swoim życiu. Dowcipne historie okraszone są megalomanią, fakty są przerysowane, bohater swoim słowom i czynom przypisuje o wiele większe znaczenie niż mogło mieć ono w rzeczywistości. Czytając tę lekturę można poczuć się jak na popołudniowej herbatce u starszego wujka, który serwuje nam niesamowite historie swojego życia. I mimo że wiemy, iż trzeba przymknąć oko na słowa wuja, to nie możemy oderwać się od fascynujących opowieści. Bo trzeba przyznać, że "stary pierdoła" opowiadać potrafi. 

Już w pierwszych latach swojej egzystencji dał się poznać jako dziecko z wyjątkowym talentem plastycznym - w końcu nie każdy maluch tworzy obrazy w puree ziemniaczanym czy na matczynych sukniach. Chociaż wywodził się z bogatej rodziny, nie dane mu było długo cieszyć się latami dobrobytu. Doznał głodu i ubóstwa, lecz w późniejszych latach los się do niego uśmiechnął. Niezależnie od stanu majątku na swojej drodze spotykał wielkich tego świata, a swoimi słowami i czynami wywarł ogromny wpływ na losy sztuki - chociaż nikt go potem, prócz jego samego, jako prekursora nie wspomina.
Do aktów pozowała mu Róża Luksemburg, Matisse podarował mu własne sztalugi, Einsteina ograł w pokera, a u Gertrudy Stein poznał Picassa, który później ukradł mu pomysł na obraz.
Poślubił Maud Rothschild, lecz związek ten okazał się dla niej niezbyt szczęśliwy skoro skończyła na terapii u doktora Freuda. Nie ma się co dziwić - kochanka jej męża, Isadora Duncan, w celu załagodzenia atmosfery, wykonała całkiem naga taniec na lokomotywie. 
Był "ulubionym rozmówcą" prezydenta Wilsona, a z elektrykiem Edisonem często pijał herbatkę. Lenin wydał specjalny bankiet na jego cześć, a rosyjski ochroniarz opowiedział zabawną anegdotę o Stalinie, która wywołała mój szczery śmiech. 
Wymyślił surrealizm, punktylizm, kubizm i... posuwizm. Radził Mahatmie Ghandiemu jak ma naprawić problematyczne stosunki z teściową, w burdelu spotykał się z Fitzgeraldem, Faulknerem i Chandlerem. Niestety nie dane mu było poznać Edgara Allan Poe, ale za to namalował portret Kaczora Donalda. 

Topor, znany ze swojej absurdalno-humorystycznej twórczości, daje jej niezapomniany popis w "Pamiętniku starego pierdoły". Lecz pod płaszczykiem tej "jajcarskości" przemyca też swoją interpretację świata - "[...] inteligencja dla talentu jest jak biała laska dla niewidomego. Bez niej talent zawsze w końcu poleci na pysk."; stawia pytania - "Kto kształtuje ludzki los? Skąd przybywamy? Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy?"; pobudza do myślenia - "Jesteśmy jak odcinki prostej, styczność między nami występuje tylko w jednym punkcie.".
Niezależnie od tego czy poszukujemy książki relaksującej i dowcipnej czy metaforycznego zgłębienia ludzkiej natury, "Pamiętnik ..." jest doskonałym wyborem.

Dziękuję Wydawnictwu Replika za przesłanie egzemplarza do recenzji. 
Książkę można zakupić na stronie Wydawnictwa: http://www.replika.eu/index.php?k=ksi&id=394



czwartek, 27 marca 2014

Wydawnictwo Replika - zapowiedzi

2 kwietnia 2014 roku na rynku ukażą się następujące pozycje Wydawnictwa Replika:


"Weronika w wieku dziewiętnastu lat przeżyła koszmar – jej matka została brutalnie zgwałcona i zamordowana we własnym mieszkaniu. Sprawcy nigdy nie odnaleziono, a policja umorzyła sprawę.
Dziesięć lat później historia się powtarza – Olga, najlepsza przyjaciółka Weroniki, która kiedyś pomogła dziewczynie pozbierać się po tragedii, również ginie w podobnych okolicznościach. Dochodzenie w tej sprawie prowadzi policjant z wydziału zabójstw, Szymon Pawelec. Weronika, zaniepokojona brakiem postępów, postanawia wziąć sprawy we własne ręce. Podejrzewa, że za morderstwem stoi jeden z byłych współpracowników Olgi, Piotr, który rzekomo miał romans ze zmarłą dziewczyną. Nika zatrudnia się w szkole, w której przed śmiercią Olga piastowała stanowisko pedagoga. Aby rozwiązać tajemnicę, dziewczyna będzie musiała podjąć współpracę z Szymonem.
Jakie zmiany w życiu bohaterki przyniesie znajomość z komisarzem Pawelcem? Czy trop, którym podąża Weronika, okaże się prawidłowy? I komu uda się odnaleźć, należącą do ofiary, zaginioną zawieszkę ze skarabeuszem?"




"Jim Rook jest nauczycielem języka angielskiego w szkole specjalnej. Wiele lat temu omal nie umarł na skutek powikłań po poważnym zapaleniu płuc. Od tego czasu posiada wyjątkowe umiejętności postrzegania zjawisk nadprzyrodzonych, a także komunikowania się z duchami.
W niniejszej książce Rook zmierzy się z potężnym czarownikiem voodoo – Umberem Jonesem, wujkiem jednego ze swych uczniów. Jones ma moc opuszczania swojego ciała i dokonywania diabelskich mordów pod postacią ducha. Powstrzymanie go będzie trudne, gdyż tylko Rook jest w stanie go zobaczyć.
Wraz z kilkoma uczniami z klasy specjalnej Jim przeżyje swoją pierwszą przygodę i rozpocznie kolejny po Manitou znamienny dla twórczości Grahama Mastertona cykl powieściowy, którego kolejne tomy wciąż powstają i cieszą się niemałą popularnością wśród czytelników!"




"Aurora Teagarden – dla przyjaciół: Roe – sympatyczna, choć niezbyt wysoka okularnica, tym razem na tropie mrocznej zagadki sprzed sześciu lat.

Wydaje się, że odkąd w jej życie wkroczył bogaty biznesmen Martin Bartell, Roe wreszcie czuje się spełniona. Pomimo różnicy wieku i doświadczenia, Martin doskonale wie, czego pragnie jego narzeczona, i w ramach prezentu ślubnego ofiarowuje jej dom Juliusów. Historia budynku od lat fascynuje Aurorę – rodzina, która poprzednio w nim mieszkała, sześć lat temu zniknęła bez śladu...

Pomiędzy kolejnymi przymiarkami do ślubu Roe radośnie zabiera się do remontu nowego domu. Szybko okazuje się, że jej szczęście może zakłócić nie tylko ciążąca na domu tajemnica, ale i niejasna przeszłość Martina. Czy bystra detektyw amator na pewno wie, kim jest człowiek, za którego wychodzi? I co takiego odkryje w domu Juliusów?"

"Wciągający kryminał retro z wątkiem romansowym w tle!"



wtorek, 25 marca 2014

Wydawnictwo Replika

Polecam wszystkim Wydawnictwo Replika, z którym właśnie rozpoczynam współpracę. Replika w swojej ofercie posiada książki z gatunku fantastyki i grozy, literaturę faktu, współczesną, erotyczną, kobiecą, dla dzieci i młodzieży, kryminały, thrillery, książki historyczne, biograficzne, dzienniki, poradniki oraz pozycje psychologiczne i humorystyczne. 
Na blogu w najbliższych tygodniach pojawią się omówienia następujących pozycji - bestsellera "Dziewczyny z Dunbury. Orange Is the New Black" Piper Kerman, "Pamiętnika starego pierdoły" klasyka Rolanda Topora, horroru "Czas zamykania" Jacka Ketchuma oraz kobiecych "Uśpionych marzeń" Natalii A. Bieniek.
Mam nadzieję, że moi czytelnicy dadzą znać w komentarzu pod postem lub na fanpage'u Wózkowe Czytają, o której z książek chcieli by przeczytać jako pierwszej.