expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

środa, 22 lutego 2017

"Latający słoń. Dzieci księżyca" cykl "Bruderszaft ze śmiercią" Boris Akunin


"Erotyczny mechanizm Zeppa von Teofelsa nie był skonstruowany tak całkiem zwyczajnie. Można nawet powiedzieć, że był wręcz niezwykły. Jednak odpowiadał on ogólnej wewnętrznej logice tego fenomenalnie koherentnego człowieka. 
O pragnieniu i powabie decydowały w jego przypadku nie fizyczne przymioty obiektu pożądania, lecz jeden jedyny warunek: miłosne zbliżenie winno przybliżać hauptmanna do jego Celu. I im więcej pożytku mogło z tego wyniknąć, tym silniej rozpalał się Teofels."

Czytam dużo powieści detektywistycznych i nigdy wcześniej nie spotkałam się z kryminałem lotniczym, tymczasem to właśnie samoloty stanowią fundamenty opowieści Akunina "Latający słoń". Jest to już trzecie opowiadanie tego autora z cyklu "Bruderszaft ze śmiercią". I chociaż lotnictwo mnie nie pociąga, to szpiegowska historia z 1915 roku opowiedziana przez Akunina już tak.

W latach 1914-1915 Rosja stanowi potęgę lotniczą na froncie wschodnim. Do niemieckich uszu dociera wiadomość o wyprodukowanej przez złowrogą armię ciężkiej wielosilnikowej machinie powietrznej, którą Rosjanie nazywają Ilja Muromiec - imieniem bohatera ze starych ludowych baśni.
Mimo iż Latający słoń, tak bowiem tę super maszynę ochrzcili Niemcy, jest doceniany przez obcy wywiad, to nie wszystkie wysoko postawione figury w Rosji sprzyjają produkcji Muromca. Wykorzystując tę niechęć Niemcy wysyłają na rosyjską ziemię swego najlepszego szpiega, Josefa von Teofelsa używającego pseudonimu Zepp, aby nie dopuścił do zwiększenia produkcji nowego aeroplanu. Towarzyszy mu jego wierny kompan Timo.
Już w pierwszym opowiadaniu "Młokos i diabeł" z tomu I, Teofels dał się poznać jako człowiek wybitnie podstępny i bezwzględny. Niemcy nie przebierają w środkach i robią wszystko aby dostać się do załogi Ilji Muromca i wykonać zlecone zadanie: wkupują się w łaski jadłem i popitką, Timo morduje z zimną krwią, a Zepp wykorzystuje seksualnie zdesperowaną pannę Zosię. 

Przyznaję - pierwsze strony nie rzucają na kolana, ale wiedziałam, że z Akuninem nie można się nudzić i szybko wciągnęły mnie w wir wydarzeń wszystkie te nieuporty, elfaugi czy tauby...
Bezdyskusyjną gratką dla czytelnika są ilustracje maszyn latających z okresu I wojny światowej, w tym także Ilji Muromca oraz jego konstruktora Igora Sikorskiego.





 "Dzieci księżyca" są również szpiegowską opowieścią, ale utrzymaną w odmiennym klimacie. Tym razem jest bardziej tajemniczo - pojawia się niedoszły samobójca, morfinistka podejrzana o zdradę ojczyzny, a akcja zostaje przeniesiona do dekadenckiego klubu. 

Rosyjski kontrwywiad dostaje informację, że córka podpułkownika Szachowa ma za zadanie przekazać Niemcom sfotografowane uprzednio rysunki do projektu nowej 76-milimetrowej armaty. Zadaniem rosyjskich agentów jest przeniknięcie do dekadenckiego środowiska, w którym obraca się podejrzana Alina i dotarcie do jej zleceniodawców. Kiedy Akunin przystępuje do opisu klubu "Dzieci księżyca", czytelnik odnosi wrażenie jakby przestępował próg ówczesnej wersji klubu w stylu gotyckim - "A pod napisem widniał obrazek przedstawiający wyjące do księżyca wilki i jakieś nagrobki z krzyżami. Niżej biegł na skos napis: "Porzućcie wszelką nadzieję ci, którzy tu wchodzicie!" I jakby tego było mało, przed wejściem stał ogromny rogaty diabeł z ogonem, w czarnym trykocie, ze strasznymi, nalanymi krwią oczami.". Nietypowe są również stroje bywalców klubu - rusałka, duchowny, kat, szkielet rentgenowski, a wszyscy jacyś "bladzi, z zapadniętymi policzkami, wykrzywionymi ustami, z przygasłym spojrzeniem".
Zadanie nie należy do łatwych, bowiem w takim środowisku łatwo o zdekonspirowanie nawet najlepszego agenta. Rosjanie mają nadzieję, że ratunkiem dla nich okaże się pomoc niedoszłego samobójcy o romantycznej duszy. Czy ich nadzieje nie okażą się płonne?

Tak jak pozostałe opowiadania, tak i to jest wzbogacone o czarno-białe ilustracje, cytaty z rosyjskich pieśni i urzekające zdjęcia prezentujące modę na infernalność, ulice i budynki dawnej Rosji oraz sprzęt szpiegowski. Akunin pokusił się także o fotografię uśmierconego niemieckiego szpiega...






czwartek, 9 lutego 2017

"Mock" Marek Krajewski




"- Profesor Meissner mówił, że równoległobok to kopnięta trumna, a trumna to symbol bardzo charakterystyczny dla wolnomularstwa.
- A co jest trumną nie kopniętą, panie wachmistrzu? - Charlotta roześmiała się głośno.
- Prostokąt - odparł nieco speszony policjant.
- Widział pan kiedyś idealnie prostokątną trumnę? Bo ja nie. W trumnie równoległe są krótsze boki. Niech pan spojrzy [...]
- Widzi pan, panie wachmistrzu? Tak wygląda bok trumny. A jak mianowicie chciałby go pan kopnąć, by wyszedł z tego regularny równoległobok?
- Rzeczywiście, nie da się. - Mock pokręcił głową."

Tak jak nie lubię większości dzisiejszych polskich filmów, tak i z dużym sceptycyzmem podchodzę do obecnej literatury polskiej, powiedzmy tej bardziej rozrywkowej niż poważnej. Coś mnie w niej drażni, czegoś brakuje i mimo wielu medialnych zachęt ciężko jest mi sięgać po książki współczesnych polskich autorów.

Kilka lat temu koleżanka pożyczyła mi książkę Marka Krajewskiego o detektywie Mocku. Lekturę zaczynałam pełna obaw, lecz niespodziewanie wpadłam w wir zachwytu do tego stylu, niebanalnego języka, dopracowanych intryg, arcyciekawych postaci, w tym oczywiście do samego Mocka, a później także do Popielskiego. I chociaż przyjemnie mi się czytało książki Marii Nurowskiej czy Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk, to dopiero Marek Krajewski uratował dla mnie polską literaturę (później dołączyła do niego Elżbieta Cherezińska).

Nie ma się zatem czemu dziwić, że najnowsza powieść Krajewskiego "Mock" znalazła się pod moja świąteczną choinką i to w towarzystwie uwielbianego przeze mnie Akunina.
Autor przenosi nas do początków pracy Mocka w  policji czyli do roku 1913. Tytułowy bohater jest wówczas trzydziestoletnim inteligentnym wachmistrzem, któremu nie można odmówić odwagi oraz zamiłowania do alkoholu i kobiecych wdzięków. To właśnie tym ostatnim Mock "zawdzięcza" groźbę wyrzucenia z pracy. Co może zrobić niesubordynowany funkcjonariusz aby prezydent policji puścił w niepamięć orgię z prostytutkami, która miała miejsce w więziennej celi? Mock zdaje sobie sprawę, że tylko rozwiązanie zagadki tragicznego morderstwa w Hali Stulecia może uratować go od degradacji. Wachmistrz prowadząc nieoficjalne śledztwo pragnie dowiedzieć się kto zabił czterech gimnazjalistów zostawiwszy ówcześnie ich nagie ciała w Hali i jaki związek ma z nimi Ikar - wisielec w perwersyjnym stroju ze skrzydłami u ramion. Oprócz konszachtów z córami Koryntu, Mock spotyka na swojej drodze członków Związku Wszechniemieckiego, masonów, piękną, niezależną i niezwykle wpływową baronową i nie spodziewa się, że przyjdzie mu stanąć twarzą w twarz z policyjną zdradą.

Cieszę się, że Marek Krajewski zrobił ukłon w stronę przeszłości Mocka. Dzięki temu czytelnik może nadal obcować nie tylko ze świetną literaturą ale i z niesamowitym detektywem. Jakby komuś jeszcze było mało tych ochów i achów, to na zakończenie pochwalę projekt okładki. W tym temacie również ciężko mnie zadowolić i wiele polskich okładek mnie nie przekonuje, a spora cześć wręcz zniechęca i często bywa jedynym mankamentem książek. Okładka "Mocka" mnie urzekła i szczerze życzę sobie więcej takich na polskim rynku. 


niedziela, 29 stycznia 2017

"Młokos i diabeł. Cierpienie złamanego serca" cykl "Bruderszaft ze śmiercią" Boris Akunin



Czytając swego czasu o dorobku literackim Borisa Akunina natknęłam się na informacje o cyklu „Bruderszaft ze śmiercią”, niestety wówczas nie przetłumaczonym na język polski. Jednak ku mojemu wielkiemu zadowoleniu jedno z rodzimych wydawnictw podjęło się wydania części cyklu. Dotychczas ukazały się dwa tomy – każdy składa się z dwóch historii. Pierwszy zawiera opowiadania „Młokos i diabeł” oraz „Cierpienie złamanego serca”.  To nietypowe kryminały szpiegowskie – zawierają sporo czarno-białych ilustracji, cytatów oraz zdjęć z początku XX wieku, dzięki czemu książkę czyta się z jeszcze większym zainteresowaniem.

Tytułowym młokosem okazuje się student matematyki Alosza Romanow, który przypadkiem wplątuje się w międzynarodową aferę szpiegowską. Alosza nawet nie przypuszcza jak ważną rolę przyjdzie mu odegrać w wydarzeniach poprzedzających wybuch I wojny światowej. Czy młody i niedoświadczony, chociaż niezwykle inteligentny matematyk przechytrzy najlepszego niemieckiego szpiega? Odpowiedź na to pytanie nie jest oczywista, a Akunin szykuje nam zaskakujące zakończenie tej historii.
Oprócz ciekawie zawiązanej intrygi oraz nietuzinkowych postaci, do których trzeba również zaliczyć sympatycznego i zabawnego sztabsrotmistrza księcia Kozłowskiego – zwierzchnika Romanowa, mamy szansę przyjrzeć się z bliska rosyjskiej piłce nożnej z początku XX wieku.

„- Mój Boże! To wszystko moja wina. Panie sztabsrotmistrzu, proszę mi pozwolić jakoś naprawić… Pomogę panu. Bezpłatnie, z czystego patriotyzmu! Niech pan nie myśli, że się do niczego nie nadaję… Potrafię jeździć na bicyklu, trenuję boks. No i gram w futbol. To znaczy kiedyś grałem, jako halfback, no… taki pomocnik, w drużynie uniwersyteckiej.
Kozłowski przestał się już nawet na niego złościć. Poprosił tylko zmęczonym głosem:
- Proszę posłuchać, panie halfbacku, niech pan już sobie idzie, dobrze?
Chłopak marudził jednak dalej:
- Jestem sprytny. Na naszym fakultecie były mistrzostwa w rozwiązywaniu rebusów – zająłem pierwsze miejsce…
- Precz mi stąd! – wrzasnął w końcu książę strasznym głosem. – Rebusy, t-t-twoja mać!”


„Cierpienie złamanego serca” jest kontynuacją pierwszego opowiadania, lecz akcja rozgrywa się w nowych okolicznościach – świat pochłonęła wojna, a główni bohaterowie zostają wysłani z tajną misją do neutralnej Szwajcarii. Pod przykrywką uczciwego przedsiębiorcy, działa tam bezwzględny Sommer sprzedający sekrety polityczne. Jego klientela to zarówno ententa, jak i jej przeciwnicy. Rosja nie ma pieniędzy aby brać udział w „szpiegowskiej giełdzie”, więc wysyła tam swoich ludzi przebranych za artystów z zadaniem zdobycia potrzebnych ojczyźnie informacji oraz usunięcia niebezpiecznego handlowca.
Jak sugeruje tytuł tego opowiadania, równie ważnym motywem są tu miłosne rozterki Romanowa. Zrozpaczony po porzuceniu przez ukochaną kobietę, wpada w objęcia atrakcyjnej rumuńskiej artystki. Czy tym razem szczęście uśmiechnie się do Aloszy? Czy w świecie opętanym wojną, gdzie na każdym kroku roi się od szpiegów, tajnych agentów a także politycznie zaangażowanych cywilów jest szansa na prawdziwą miłość?

„- Nauczę cię pić po gwardyjsku, za apostołów.
- Jak? – bez cienia zainteresowania zapytał Romanow. Serce ścisnął mu taki smutek, że najchętniej zacząłby wyć do księżyca.
- Najzwyczajniej. Rób to, co ja – sztabsrotmistrz się skrzywił, widząc rozmiar kieliszków. – Tfu, jakieś naparstki. Czyli tak. Za apostoła Piotra!
Osuszył pierwszy kieliszek z prawej. Alosza poszedł za jego przykładem.
- Za Mateusza.
Wypili na drugą nogę.
- Za Jana.
Po trzeciej kolejce na Aloszę trzeba było trochę poczekać – zakrztusił się.
- Za Jakuba, syna Zebedeusza.
W tym momencie młodszy z kompanów się poddał – podniósł ręce. Książę chrząknął z irytacją, ale się nie zatrzymał.
- Za Jakuba, syna Alfeusza.
Po dwóch Jakubach dopuszczalna jest zakąska.”
Aby dowiedzieć się jak należy postępować dalej odsyłam do książki ;-)


środa, 11 stycznia 2017

"Czarci pomiot" Margaret Atwood




"Bodaj ci gardło przegniło. Psie warczący. Wściekły kundlu. Syn wyrodny. Ciołku niewydarzony. Szczeniak cętkowany. Czarci pomiot. Żółwiu. Bryło ziemi. Poczwaro. Na ciebie wszystkie chrząszcze i ropuchy. Niewolniku przez diabła na złej maci poczęty. Trująca rosa na was, co ją matka na kruczym piórze z gnojnych bagien niosła [...]"

Powyższy zestaw przekleństw budzi skrajne emocje - z jednej strony urzeka swoją niebanalnością, z drugiej zaś uderza swoją brutalnością. Margaret Atwood wykorzystując postać reżysera teatralnego Felixa, serwuje czytelnikowi porcję soczystych obelg, które Szekspir umieścił w swoim dramacie "Burza". Tylko takimi złorzeczeniami mogą posługiwać się więźniowie przebywający w zakładzie karnym hrabstwa Fletcher podczas uczestnictwa w zajęciach szekspirowskich - taki warunek stawia pan Duke czyli ukrywający swoje prawdziwe personalia Felix Phillips.

Kiedy dawni przyjaciele Feliksa brutalnie wyrzucają go z teatru, postanawia on wieść pustelniczy żywot gdzie towarzyszy mu duch jego zmarłej córeczki Mirandy. Gdy trafia się okazja nauczania w pobliskim więzieniu, Feliks podejmuje wyzwanie, a w jego głowie rodzi się myśl o zemście na swoich wrogach.
*
Powiedzieć, że inscenizacje Duke'a są niebanalne to za mało. Na pewno można by nazwać je ekscentrycznymi i nowatorskimi. Także interpretacja bohaterów "Burzy" jest zaskakująca, szczególnie postaci zniewieściałego Ariela, który w oryginale "fruwa, śpi w kwiatach, jest zwiewny. Wygląda jak gej, zachowuje się jak gej.". Więzienny Ariel nosi błękitny czepek, gogle narciarskie, a jego odzienie stanowi półprzezroczysty plastikowy płaszcz przeciwdeszczowy w biedronki, pszczoły i motyle. Nie chcąc zdradzać więcej smakowitych literackich kąsków, odsyłam do lektury.


"Czarci pomiot" jest powieścią inspirowaną "Burzą" i należy do PROJEKTU SZEKSPIR. Zagraniczny wydawca Hogarth Press chcąc uczcić 400-lecie śmierci Szekspira zachęcił znanych pisarzy aby w oryginalny sposób przypomnieli współczesnym czytelnikom dzieła angielskiego dramaturga. Pomysł godny pochwały i zainteresowania czytelników na całym świecie.  "Czarci pomiot" polecałabym nie tyle miłośnikom Szekspira (kto wie, może dla niektórych byłby zbyt awangardowy), lecz tym, którzy do tej pory postrzegali Anglika jako nudziarza.

* Richard Hill jako Ariel w Utah Shakespearean Festival 1989 produkcji The Tempest. http://dsc.dixie.edu/shakespeare/tempest1.htm

środa, 1 kwietnia 2015

"W cieniu" A.S.A. Harrison



"- Bez aktu małżeństwa nie masz żadnych praw do jego majątku. Jesteś na jego łasce, kochana. Żaden sędzie nie wyda wyroku przeciwko niemu. W Illinois nie uznaje się małżeństw zwyczajowych. [...] - Ale ja byłam dla niego żoną przez dwadzieścia lat - oponuje. - Do wszystkiego, co mamy, doszliśmy razem. Nie zmusi mnie do przeprowadzki. Co może zrobić, jeśli się nie zgodzę? Barbara potrząsa głową. - Ne masz prawa tam zostać. Łamiąc przepisy, tylko pogarszasz swoją sytuację. Najprawdopodobniej zostaniesz wyrzucona na bruk, tak jak stoisz, bez żadnych rzeczy. Wszystko na oczach sąsiadów. Nie polecam."

Co zrobić z niewiernym facetem, który po dwudziestu latach zostawia kochającą kobietę i pozbawia ją dachu nad głową? Czy morderstwo będzie wystarczającą karą?

Todd i Jodi tworzą zwyczajowe małżeństwo. Oznacza to, że formalnie związku nie zawarli ale wszyscy, łącznie z nimi samymi, traktują ich jak męża i żonę. Todd jest bogatym biznesmenem, głównym żywicielem rodziny. Jodi to atrakcyjna, inteligenta kobieta pracująca jako psychiatra. Jest perfekcjonistką, dba o dom i męża, przymyka oko na liczne niezobowiązujące romanse Todda. Jednak gdy ten wyprowadza się do młodej kochanki, z którą spodziewa się dziecka, Jodi nie jest już taka wyrozumiała. Czara goryczy zostaje przelana kiedy kobieta dostaje nakaz eksmisji, a jej karty kredytowe zostają zablokowane. W głowie Jodi kiełkuje myśl, zasiana przez jej przyjaciółkę, aby zamordować niewdzięcznego mężczyznę zanim ten poślubi Natashę. Jest to jedyny sposób aby po dwudziestu latach nieformalnego związku Jodi nie wylądowała na bruku. Jeśli dawny ukochany umrze przed swoim ślubem, pokrzywdzona kobieta będzie spadkobierczynią testamentu biznesmena, którego ten jeszcze nie zdążył zmienić.

Podjęte przez główną bohaterkę środki przekraczają moralną granicę postępowania. Jednocześnie ukazują dramat uczuciowy i materialny jaki przeżywa kobieta porzucona po wielu latach szczęśliwego związku. Związku, w którym to ona nie chciała poślubić proszącego ją o rękę mężczyzny. Można by rzec, że sama jest sobie winna, że nie decydując się na małżeństwo nie postąpiła przezornie i nie zabezpieczyła swojej materialnej przyszłości. 
Oczywiście jest to złudne myślenie bowiem czy nieformalnym parom z długoletnim stażem nic się nie należy po rozstaniu? Opowiedziana tu historia porusza tę ważną kwestię. I być może przez zastosowanie dramatycznego rozwiązania ukazuje jak poważny jest to temat.

Powołane do życia przez autorkę postacie nie są jednoznacznie złe lub dobre. Jodi budzi w czytelniku współczucie, ale jej perfekcjonizm, gra pozorów, powściągliwość oraz materialistyczne spojrzenie na przyszłość powodują, że jest odbierana także w negatywny sposób. Jest przecież wykształconą kobietą z bardzo dobrym fachem w ręku, Todd pozwolił jej zachować całe wyposażenie apartamentu więc gdyby się trochę postarała, stać by ją było na samodzielne życie, choć nie na tak wysokiej stopie jak dotychczas. A na to Jodi nie chce się zgodzić.

Natomiast Todd lubi uciekać w ramiona innych kobiet, mimo że bardzo ceni sobie bezpieczne domowe ognisko stworzone przez Jodi. Ciągle ją kocha, ale coś popycha go w co raz bardziej rozkwitający romans z młodziutką studentką Natashą będącą całkowitym przeciwieństwem jego długoletniej partnerki. Gdy okazuje się, że Natasha zachodzi w nieplanowaną (przynajmniej dla Todda) ciążę, ten ulega jej namowom i wyprowadza się od Jodi. Ale czy nowy związek okaże się tym o czym Todd marzył od wielu lat? Czy opuszczenie Jodi będzie odpowiednią decyzją? Wydaje się, że nad mężczyzną krąży nie tylko widmo rychłej śmierci...

"W cieniu" jest lekko napisaną i łatwą w odbiorze powieścią. Porusza ważny temat i pokazuje desperację porzuconej kobiety. Autorka zwraca także uwagę, że nie doceniając tego co mamy obok i porywając się na pachnące świeżością nowe doświadczenia możemy obudzić się pewnego dnia z ręką w przysłowiowym nocniku.


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak.
Książkę można kupić tutaj: http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,5947,W-cieniu

poniedziałek, 16 marca 2015

"Nie przeproszę, że urodziłam. Historie rodzin z in vitro" Karolina Domagalska



"Kirsten miała trzydzieści pięć lat, Michel sześćdziesiąt pięć, nie potrzebowali mrożenia. Lekarka odesłała ich do bardziej doświadczonego profesora. Ojciec jako dawca nie stanowił dla profesora problemu, ale ominięcie mrożenia było wbrew procedurom szpitalnym . - W takim razie będziecie musieli zrobić to sami w domu. Damy wam instrukcje - usłyszeli."

Zazwyczaj nie wzruszam się podczas czytania książek. Nawet ckliwy romans rzadko kiedy spowoduje, że uronię łzę. Czytając reportaż Karoliny Domagalskiej kilka razy w oczach stawały mi łzy a za gardło coś ściskało. Autorka podjęła się tematu delikatnego, który jednocześnie wywołuje wielkie emocje i dzieli społeczeństwo. O in vitro mówią wszyscy - młodzi, starzy, dzietni, bezdzietni, politycy i księża. 

Ale co tak naprawdę wiemy o in vitro? Dla większości z nas jest to zapłodnienie, do którego nie dochodzi podczas tradycyjnego stosunku seksualnego, lecz w "probówce". Autorka tego reportażu ukazuje różne oblicza sztucznego zapłodnienia - inseminację nasieniem dawcy, korzystanie z komórki jajowej innej kobiety, pisze o zapłodnieniu poza organizmem kobiety i podaniu zarodków, a także o surogatkach czyli kobietach rodzących dla innych. 
Każda przytoczona tu historia jest wyjątkowa, niektóre są smutne, inne znów piękne i ukazujące wielką miłość jaką darzą się ludzie. Szczególnie dwie opowieści chwyciły mnie za serce - w pierwszej kobieta była zdrowa, natomiast mężczyzna miał zbyt słabe plemniki - dawcą nasienia został jego ojciec. W drugiej to kobieta, posiadająca już dwójkę dorosłych córek, pragnie mieć dziecko z nowym partnerem, lecz in vitro z jej komórkami jajowymi zawodzi - córka proponuje mamie swoje komórki. 
Katarzyna Domagalska bez ogródek pisze o korzystaniu z pomocy dawców spermy wśród kobiet samotnych lub lesbijek, a także o sposobach na posiadanie dzieci przez gejów. Niezależnie od tego czy zapłodnienia in vitro dokonały pary heteroseksualne czy homoseksualne zawsze pojawia się temat dawcy czyli biologicznego ojca lub matki. W książce przeczytamy jak poszczególne rodziny radzą sobie z tą kwestią, czy chcą ukrywać biologiczne pochodzenie dziecka przed nim i najbliższymi czy wręcz odwrotnie - śmiało poruszają ten temat. 
Czy jest w książce coś co mnie zaskoczyło? W obie ciąże zaszłam bez problemu i moja wiedza o in vitro ograniczała się do podstawowych informacji. Wiedziałam, że jest to wielkie wyzwanie psychiczne dla osób decydujących się na tę metodę, że wiąże się ona z wieloma często nieudanymi próbami ale nie zdawałam sobie sprawy z ciężkiego farmakologicznego przygotowania do zapłodnienia in vitro jakiemu poddawane są kobiety, które mają problemy z zajściem w ciąże.

Dziecko to najlepsze co może się człowiekowi przydarzyć w życiu. Nie wyobrażam sobie życia bez dzieci i na pewno uciekłabym się do każdej dostępnej metody aby je mieć. W pełni rozumiem osoby korzystające z metody in vitro i chociaż wiem, że lektura tej książki nie odmieni poglądów zatwardziałych przeciwników, to mam jednak nadzieję, że spowoduje, iż zaczną się oni odnosić z szacunkiem do tego zabiegu i ludzi z niego korzystających. Lektura ta bez wątpienia uczy pokory oraz szacunku i pokazuje, że należy chylić czoła przed tym odkryciem nauki. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Czarne.
Książkę można kupić tutaj: https://czarne.com.pl/katalog/ksiazki/nie-przeprosze-ze-urodzilam

poniedziałek, 9 marca 2015

"13 godzina" Richard Doetsch



"Czy trzepot skrzydeł motyla w Chinach nie doprowadzi do wojny w Europie? Nigdy nie przestaniemy pytać, co by było gdyby. Co by było, gdyby królowa Izabela nie sfinansowała podróży Kolumba, gdyby Hitler wygrał wojnę, gdyby Einstein nie napisał do Roosevelta, namawiając go do skonstruowania bomby atomowe? Kim jesteśmy,  żeby to wiedzieć, kim jesteśmy, żeby o tym decydować, żeby bawić się w Boga?"

"Jak powstrzymać morderstwo, które już się dokonało?" - tak głosi podtytuł książki i trzeba przyznać, że pytanie to zaciekawia i zachęca do lektury. Okazuje się, że słusznie bowiem "13 godzina" jest godna uwagi i szczerze muszę przyznać, że jest to dobry, trzymający w napięciu thriller. Są tu elementy fantastyczne - jak cofnięcie w czasie - co nadaje owej powieści świeżości i nietuzinkowości. Ale po kolei...

Państwo Quinn wiodą szczęśliwe życie do momentu, kiedy Nick znajduje swoją ukochaną żonę Julię zamordowaną w przydomowym garażu. Na domiar złego to właśnie on jest głównym podejrzanym. Oszołomiony trafia do pokoju przesłuchań gdzie czeka na niego dwóch niezbyt przyjemnych gliniarzy. Gdy odwiedza go prawnik w zaawansowanym wieku, Nick przeżywa jeszcze większy szok, bowiem starszy mężczyzna twierdzi, że tak naprawdę nie jest jego adwokatem. Wręcza mu list, złoty chronometr a także poleca aby Quinn w przeciągu kilkunastu minut uciekł z komisariatu. Tylko w ten sposób zdoła ocalić swoją żonę. Gdy skołowany Nick wraca do swojego domu, zapoznaje się z listem od tajemniczego starca i podejmuje wyścig z czasem aby zapobiec morderstwu Julii.

Podczas lektury "13 godziny" intrygujące jest poznawanie losów bohaterów wstecz, godzina po godzinie. Cofanie w czasie umożliwia Nickowi przyjrzenie się sprawom, które już miały miejsce, zwraca uwagę na szczegóły, podejmuje decyzje mające wpływ na dalsze losy jego i innych osób, a decyzje te nie zawsze są trafne i kończą się katastrofalnie. Pisarze tworząc książkę zwykle skupiają się na głównej sprawie i pomijają wątki poboczne, powieści przez to są płytkie i nierozbudowane. Nie w tym przypadku. Richard Doetsch pokazuje, że losy ludzi krzyżują się, a z pozoru błahe lub niemające z główną sprawą większego związku wątki często stają się przyczyną poważniejszych konsekwencji. Można powiedzieć, że z książki tej pobrzmiewa motto: "każda podjęta w przeszłości decyzja zmienia przyszłość", wszystko co robimy niesie za sobą pewne skutki. Posługując się wędrówką w czasie autor snuje również rozważania na temat zagrożeń jakie niesie ze sobą tego rodzaju podróż. Oprócz pozytywów widzi ogrom zagrożeń, które mogą się pojawić gdy tylko chronometr wpada w niepowołane ręce. Posługując się baśniowym językiem można by rzec, że tylko osoba o czystym sercu powinna móc przenosić się w przeszłość. A jak łatwo się domyśleć, takich ludzi jest niewiele...