expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

"Czas zamykania" Jack Ketchum


Jack Ketchum, a właściwie Dallas Mayr, zawarł w zbiorze "Czas zamykania" dziewiętnaście opowiadań, w których realizm przeplata się z mrocznym światem wyobraźni autora. Rzeczywistość tu kreowana, podobnie jak u Murakamiego, sprawia, że wnikamy w nią całkowicie czując, że to wszystko mogłoby przydarzyć się nam. Dodatkowo Ketchum sięga do demonów naszego umysłu, które napawają strachem. Z zapartym tchem kroczyłam po amerykańskich ulicach, które skrywały w sobie mroczne tajemnice. To jednak niepokoje drzemiące w ludzkich sercach okazują się być najgorsze.

Pragnę przybliżyć kilka opowiadań i mam nadzieję, że będą one wystarczającą zachętą aby sięgnąć po tę lekturę.

"Nieuchwytne"


" - Czyli chodzi ci o to...
   - Że nie możesz obejrzeć tego filmu, bo nie możesz zobaczyć, jak w nim umierasz."

Kovelant wybiera się na seans filmowy "Sleepdirt" lecz nie dane mu jest na niego dotrzeć. Za każdym razem coś staje mu na drodze - zła pogoda, wyprzedane bilety, nagłe pogorszenie stanu zdrowia. Gdy powraca do zdrowia film może już dostać tylko na taśmie video. Jednak i teraz wydaje się, że wszystko sprzysięgło się przeciwko Kovelantowi - popsuty magnetowid, telewizor, kasety. Do tego ludzie ewidentnie biorą go za kogoś kim nie jest...


"Dzielna dziewczynka"


"Nie miałam pojęcia co to za tajemnica, dopóki nie przewinęli w studiu taśmy i nie zobaczyłam, jak dziewczynka upuszcza lalkę i się pochyla."

Historia jaką znamy z telewizyjnych wiadomości - czteroletnia dziewczynka dzwoni na pogotowie i w ten sposób ratuje życie matce, która przewróciła się w wannie pełnej wody i straciła przytomność. Matka trafia do szpitala, dzieckiem zajmuje się babcia. Zwołana zostaje konferencja prasowa, podczas której ma być przeprowadzony wywiad z rezolutną dziewczynkę. Gdy reporterka ogląda materiał, okazuje się, że widać na nim coś na co ona nie zwróciła uwagi podczas rozmowy z dzieckiem. Kobieta pragnie ujawnić paskudną tajemnicę, którą odkryła. 


"Na słowo honoru"


"Dziwnie się czuła na myśl, że jest jedynym gościem. Na myśl o tym, że jest całkiem sama. Zastanawiała się, czy tu w ogóle jest bezpiecznie. W końcu była na kompletnym zadupiu."

Linda jedzie odwiedzić swojego chorego wujka. Droga okazuje się niełatwa - jest ciemno, mgliście, a na poboczach widać martwą zwierzynę, którą potrącili inni kierowcy. Nie chcąc ryzykować zatrzymuje się w najbliższym motelu na parkingu, którego nie widać ani jednego samochodu. Po wejściu do recepcji kobieta odkrywa, że wszystkie pokoje są wolne. Okazało się, że motel działa na zasadzie "na słowo honoru", czyli klient sam wybiera pokój, bierze kluczyki, a rano uiszcza opłatę w specjalnym automacie. Po zakwaterowaniu Linda udaje się do baru, działającym na takiej samej zasadzie. Ku jej wielkiemu zdziwieniu jest on zapełniony przez ludzi, którzy twierdzą, że również zatrzymali się tu na noc. Czemu jednak w recepcji wiszą klucze od wszystkich pokoi?


"Rozchmurz się"


" - Poprosiliśmy tych ludzi, żeby zgasili papierosy, i pana też o to proszę. To oburzające! Czy właściciel zdaje sobie sprawę, co się tu dzieje?"

Ketchum puścił wodze fantazji i utkał krótką opowieść będącą odpowiedzią palaczy na wprowadzenie zakazu palenia w miejscach publicznych. Grupa miłośników papierosów mści się na niepalących gościach restauracji, którzy chcą aby egzekwowano wprowadzone prawo. Jak to ujął autor w posłowiu: "I bardzo wielu z nas [...] snuło właśnie takie marzenia". Jako osoba niepaląca snuję podobne marzenia wymierzone przeciwko drugiej grupie ;-)


"Gorąca linia"


"Odstrzelicie sobie głowę, a my zbieramy fragmenty waszego ciała z dywanu czy z cholernych ścian."

Emerytowany gliniarz pracuje w centrum kryzysowym odbierając telefony od zdesperowanych samobójców. Powinien im pomagać, lecz tak naprawę nie cierpi swojej pracy i nie dba o to co stanie się z jego rozmówcami. Krzyczy na nich, wyzywa, twierdzi, że sam powinien ich pozabijać, za ich egoistyczne podejście bowiem później jego koledzy-policjanci muszą zbierać resztki zmasakrowanych ciał samobójców. Sytuacja ulega zmianie kiedy jednym z jego rozmówców okazuje się być jego stary przyjaciel.


"Za zgodą" 


" Nie. W dodatku było to żenujące. Miałam na sobie takie majtki z serii z Garfieldem z napisem "Podnieć mnie" i one były zupełnie przemoczone. A wiesz, ratownicy musieli mnie rozebrać, więc..."

Stroup i Carol są kochankami, lecz ona nie pozwala kochać się przy zapalonym świetle. Podczas jedno ze zbliżeń prosi Stroupa o włączenie lampy i coś mu pokazuje. Opowiada też o byłych partnerach, którzy spełniali jej wyrafinowane marzenia seksualne. Carol odczuwa bowiem orgazm w specyficznych sytuacjach, o których autorka "Pięćdziesięciu twarzy Greya" nawet nie śniła. 


"Warczeć, syczeć, pluć, kroczyć"


"Miłość jak uganianie się za ptakami. Kot skakać, ptak odlecieć. Kot spadać. Martwy Kot ciężki. Pac."

Martwy Kot jest świadkiem jak mężczyzna atakuje kobietę. Broni jej rzucając się na mężczyznę, który wkrótce ucieka. Kobieta opiekuje się zwierzęciem i zostaje z nim aż do swojej śmierci. Opowiadanie jest krótkie, o prostej fabule lecz napisane tylko i wyłącznie z użyciem bezokoliczników, z ograniczeniem przymiotników o przysłówków. Nie lada gratka dla tych, którzy lubią językowe zabawy. 


Jack Ketchum umiejętnie buduje napięcie, tworzy historie, które balansują na pograniczu rzeczywistości i fantastyki, lecz mimo niewiarygodnych elementów odczuwamy, że wydarzenia te są niezwykle realne i mogą przydarzyć się każdemu z nas. 

Dziękuję Wydawnictwu Replika za przesłanie egzemplarza do recenzji. Książkę można zakupić na stronie Wydawnictwa: http://replika.eu/index.php?k=ksi&id=491



sobota, 12 kwietnia 2014

"Kuchenny alfabet w zagadkach" Ewa Chotomska

Książeczka została napisana przez znaną rodzicom Ciotkę Klotkę z programu "Tik-Tak", autorkę tekstów do popularnych piosenek: "Fantazja", "Mydło lubi zabawę" czy "Myj zęby".
Chotomska bawiąc się słowem układa zgadywanki-rymowanki. Zadaniem dzieci jest zgadnąć o jakiej roślinie opowiada wierszyk. W tle znajdują się podpowiedzi - ilustracje przedstawiające dany produkt. Niektóre są łatwe i oczywiste jak cytryna, dynia, jabłko czy marchewka, ale pojawiają się też trudniejsze zagadki - eukaliptus, irys, len, żurawina. 
W ten apetyczny sposób autorka zachęca dzieci do zapoznania się z alfabetem, bowiem każdy owoc i warzywo zaczyna się na inną literę. Kolejną wskazówką są kropeczki pod wierszami - gdy je policzymy, dowiemy się ile liter ma poszukiwana roślina. Jeśli dziecko umie pisać, w miejsce kropek może wpisać odkryte słowo.

"Jedna kapustka bardzo malutka
 to pyszny obiad dla krasnoludka,
 dzieci są większe, więc zjedzą wiele
 smacznych, zielonych, zdrowych - 
 ........."

"Listki tej rośliny uwielbia pół świata,
 parzysz ją w czajniczku.
 Co to jest?
 ......."

"Zielona czupryna z pietruszki wystaje,
 kucharka do zupy chętnie ją dodaje.
....."






środa, 9 kwietnia 2014

Wydawnictwo Replika - zapowiedź

15 kwietnia nakładem Wydawnictwa Replika ukaże się następująca pozycja:

Andy Mulligan


"Porywająca opowieść o niezwykłej przygodzie, ale przede wszystkim o przyjaźni – szczerej, prawdziwej i zdolnej pokonywać największe przeszkody.


Trzech przyjaciół – Raphael, Gardo i Szczur – żyje na ogromnym wysypisku. Utrzymują się z codziennego grzebania w śmieciach. Pewnego dnia Raphael przypadkiem znajduje w jednym z worków coś – coś unikatowego i bardzo tajemniczego. Na tyle niezwykłego, że decyduje się to zachować nawet wtedy, gdy miejska policja zaczyna oferować za znalezisko pokaźną nagrodę.
I wtedy zaczynają się kłopoty.
Wkrótce chłopcy z wysypiska będą musieli wykorzystać całą swoją odwagę i spryt, by ocalić głowy przed prześladowcami, depczącymi im po piętach. To od nich będzie zależało, czy wielki sekret rządzących ujrzy światło dzienne...




Na podstawie tej niezwykłej, przetłumaczonej na 25 języków historii powstaje film Stephena Daldry'ego, twórcy „Billy'ego Elliota” i „Godzin”. W obsadzie m.in. Rooney Mara oraz Martin Sheen."



Tytuł: Śmieć
Tytuł oryginału: Trash
Autor: Andy Mulligan
Przekład: Martyna Plisenko
Premiera: 15 kwietnia 2014
ISBN: 978-83-7674-282-3
EAN: 9788376742823
Stron: 292
Cena: 34,90 zł
Wydawnictwo Replika


Fragment książki:

Nazywam się Raphael Fernández i jestem zbieraczem śmieci. Ludzie mówią mi: „Pewnie nigdy nie wiesz, co znajdziesz, grzebiąc w tych śmieciach! Dziś może ci się poszczęścić”. Odpowiadam im: „Przyjacielu, sądzę, że wiem, co znajduję”. I wiem, co znajduje każdy, bo wiem, co znajdowaliśmy przez cały ten czas, gdy tu pracuję, całych jedenaście lat. Jest na to jedno słowo: stuppa, które oznacza… przepraszam, jeśli ktoś poczuje się urażony — to nasze słowo na określenie ludzkiej kupy. Nie chcę nikogo zdenerwować, nie o to mi chodzi. W naszym uroczym mieście jest wiele rzeczy trudnych do zdobycia. Wielu ludzi nie ma toalet i bieżącej wody, więc kiedy muszą skorzystać, robią to, gdzie się da. Większość z tych ludzi mieszka w klitkach, wznoszących się wysoko i ciasno upakowanych. Kiedy więc korzystają z toalety, robią to na kawałek papieru, który potem zawijają i wyrzucają do śmieci. Worki ze śmieciami przyjeżdżają hurtem. W całym mieście ładuje się je na wózki, a z wózków na ciężarówki lub nawet pociągi — bylibyście zdumieni, ile śmieci produkuje to miasto. Całe góry — a wszystkie trafiają tutaj, do nas. Ciężarówki i pociągi nigdy nie kończą pracy, tak samo, jak my. Transport i transport, sortowanie i sortowanie. To jest właśnie Behala, miasteczko ze śmieci. Trzy lata temu takim miasteczkiem było Smoky Mountain, ale zrobiło się tam tak źle, że je zamknęli i przenieśli nas dalej wzdłuż drogi. Sterty się wypiętrzają; mam na myśli to, że są jak Himalaje: można się po nich wspinać i wielu ludzi to robi… w górę i w dół, w doliny. Góry rozciągają się od portu po bagniska; to cały długi świat parujących śmieci. Jestem jednym ze zbieraczy, którzy przekopują się przez wszystko, co wyrzuca to miasto.
„Ale musicie znajdować jakieś ciekawe rzeczy? — zapytał mnie kiedyś ktoś. — Choć czasami, prawda?”
Widzicie, miewamy gości. Zazwyczaj są to cudzoziemcy odwiedzający Szkołę Misyjną. Ufundowano ją lata temu i wciąż jest otwarta. Zawsze się uśmiecham i odpowiadam: „Czasami, proszę pana! Czasami, proszę pani!”.
Ale tak naprawdę myślę: nie, nigdy — bo najczęściej znajdujemy stupp.
— Co tam masz? — pytam Garda.
— A jak myślisz, mały? — odpowiada pytaniem on.
I już wiem. Interesująca paczka, jakby ładnie zapakowana? Co za niespodzianka! To stupp, a Gardo przekopuje się dalej, ocierając dłonie o koszulę i mając nadzieję, że znajdzie coś, co będziemy mogli sprzedać. Całymi dniami, słońce czy deszcz, chodzimy po wzgórzach.
Chcecie przyjechać i to zobaczyć? No, Behalę wyczujecie na długo przed tym, zanim ją ujrzycie. Zajmuje powierzchnię ze dwóch tysięcy boisk piłkarskich albo może tysiąca do koszykówki — nie wiem: wydaje się rozciągać w nieskończoność. Nie, żebym miał pojęcie, ile z tego to stupp, ale w gorszy dzień wydaje się, że większość. A gdy spędzasz życie, brodząc w nim, oddychając nim, śpiąc obok niego — cóż… może któregoś dnia znajdziesz „coś miłego”. Na pewno.
I nagle któregoś dnia znalazłem.
Zbierałem śmieci, odkąd byłem dość duży, żeby poruszać się bez pomocy i móc podnosić różne rzeczy. Kiedy to było? Miałem trzy lata i przebierałem śmieci.
Opowiem wam, czego szukamy. Plastiku, bo plastik można zamienić na gotówkę, szybko, za kilogram. Biały plastik jest najlepszy i odkłada się go na jedną stertę; niebieski na drugą. Papier, jeżeli jest biały i czysty, to znaczy: o ile go wyczyścimy i wysuszymy. Karton także.
Cynowe puszki; wszystko, co z metalu. Szkło, o ile to butelka. Wszelkie ubrania i szmaty — to oznacza od czasu do czasu t-shirty, parę spodni, kawałek worka, w który coś owinięto. Połowa ciuchów tutejszych dzieciaków to takie znaleziska, ale większość zbieramy na sterty, ważymy i sprzedajemy. Powinniście zobaczyć, jak sam jestem ubrany. Noszę poszarpane jeansy i o wiele za dużą koszulkę, którą mogę zawinąć sobie na głowie, gdy słońce robi się za ostre. Nie noszę butów — raz, bo żadnych nie mam, a dwa, że musisz czuć, co masz pod stopami. Szkoła Misyjna miała duże parcie na to, żebyśmy nosili buty, ale większość dzieciaków je sprzedała. Śmieci są miękkie, a nasze stopy twarde jak kopyta.
Guma jest niezła. Raptem w zeszłym tygodniu skądś przyjechał do nas potężny transport starych opon. Rozdrapali je w minutę; dorośli dorwali się do nich pierwsi i nas przegonili. Za w miarę dobrą oponę można dostać pół dolara, a zniszczona posłuży za dach domu. Mamy też fast foody, a śmieci stamtąd to pewny biznes. Nie trafiły się w pobliżu miejsca, w którym byliśmy z Gardem, ale daleko na końcu, i jakaś setka dzieciaków przebierała tam słomki, pudełka i kurze kości. Wszystko, co dało się odzyskać, oczyścić i spakować, trafiło do ważenia i zostało sprzedane. Ciężarówki zabierają to z powrotem do miasta i tak to się toczy. W dobry dzień zarabiam dwieście peso. W zły… może z pięćdziesiąt? Więc żyjesz z dnia na dzień i masz nadzieję, że się nie rozchorujesz. Całe twoje życie to trzymany w ręce hak do odwracania śmieci.
— Co tam masz, Gardo?
— Stupp. A ty?
Odwracam papier.
— Stupp.

Muszę jednak powiedzieć: jestem śmieciowym chłopcem z szortami. Przez większość czasu pracuję z Gardem i ruszamy się bardzo szybko. Niektóre z małych dzieci i starców nic, tylko szturchają i szturchają, jakby wszystko trzeba było odwrócić — ale ja spomiędzy stupp potrafię szybko wyciągnąć papier oraz plastik, więc radzę sobie całkiem nieźle. Gardo to mój partner i zawsze pracujemy razem. Opiekuje się mną.

wtorek, 8 kwietnia 2014

"Dziewczyny z Danbury. Orange Is the New Black" Piper Kerman


"Dużo się nauczyłam przez te pięć miesięcy pobytu w więzieniu: jak wyczyścić każde pomieszczenie, używając podpasek, jak okablować izolację w świetlówce, jak rozpoznać, czy jakiś duet to kochanki, czy tylko najlepsze przyjaciółki, jak skląć kogoś po hiszpańsku, jaka jest różnica między "czuję to" (dobrze) a "coś czuję" (źle); poznałam najlepszą metodę na obliczenie czyjegoś czasu, ale też nauczyłam się rozpoznawać okazje w sklepie na kilometr i wyczuć, z którymi strażnikami można było pogadać, a którzy byli wredni."

"Dziewczyny z Danbury. Orange Is the New Black" to kolejna książka, którą otrzymałam od Wydawnictwa Replika. Z zaciekawieniem sięgnęłam po tę autobiograficzną opowieść o kobiecym więzieniu i muszę przyznać - nie zawiodłam się. Mimo poruszanego poważnego tematu jest napisana w zgrabnym i przystępnym stylu. Nie można się przy niej nudzić, każdy rozdział odkrywa nowe, zaskakujące sytuacje z życia osadzonych kobiet.

Piper Kerman, zafascynowana swoją dziewczyną, która obraca się w narkobiznesie, postanawia wyjechać z nią do Indonezji. Wkrótce zostaje wplątana w szmuglowanie narkotyków, ale po jakimś czasie zrywa z tym nielegalnym procederem. Rozpoczyna normalne życie, poznaje mężczyznę, z którym wiąże przyszłość. Lata mijają, Piper zapomina o dawnym życiu, lecz pewnego dnia do drzwi jej domu pukają federalni i informują, że jest oskarżona o pranie brudnych pieniędzy i przemyt narkotyków. W wyniku przedłużającego się procesu do więzienia trafia dopiero po 10 latach od niechlubnej przygody. Wyrok w wysokości 15 miesięcy ma odbyć w więzieniu o obniżonym rygorze w Danbury. Autorka krok po kroku opowiada o swoim pobycie w ośrodku - charakteryzuje inne osadzone, personel więzienny i mury miejsca, w którym przyszło jej spędzić najbliższe miesiące. Porusza przy tym trudną sytuację kobiet, wytyka minusy więziennictwa oraz proponuje jak można naprawić dotychczasowe błędy i zaniedbania. Kobiety ponoszą zasłużoną karę, uświadamiają sobie popełnione zło, jednak jeśli nie mają takiego szczęścia jak Piper i nie wywodzą się z zamożnej i wykształconej rodziny, ich szanse na lepsze życie po wyjściu na wolność są znikome. Więzienie skupia się na egzekwowaniu kary, zapomina o resocjalizacji i udzieleniu wsparcia osadzonym. Nie pokazuje im drogi, którą warto pójść aby odbić się od dna. Wiele kobiet trafia tu później z powrotem.
Piper doświadcza szowinistycznego i seksistowskiego podejścia ze strony części męskiego personelu, arogancji oraz obojętności strażników i kuratorów. Po przybyciu do więzienia nie ma podstawowych środków czystości takich jak szampon czy pasta do zębów, zdana jest więc na łaskę innych osadzonych. Aby zjeść coś przyzwoitego kobiety muszą podkradać jedzenie ze stołówki i łączyć posiadane produkty z tymi dostępnymi od czasu do czasu w więziennym sklepiku. Pieniądze na zakupy zdobywają pracując jako elektrycy lub budowlańcy. Jeśli nie mają wykształcenia, ich zarobki są znikome.
Łatwo popaść w niełaskę i trafić do izolatki, chociaż nie ma ku temu większych podstaw. Prawo, które obowiązuje w więzieniu to często "widzimisię" naczelnika.
Piper aby przetrwać musi podporządkować się panującym regułom, zarówno tym narzuconym przez personel, jak i przez pozostałe więźniarki. Zawiązuje przyjaźnie, dzięki którym pobyt wydaje się być mniej drastyczny.

Więzienie w Danbury jest ośrodkiem o obniżonym rygorze. W większości trafiają tu kobiety, które, tak jak Kerman, popełniły błędy w życiu i zeszły na drogę przestępczą ale bez znamion przemocy. Nie jest to kolejna opowieść o krwawych rozgrywkach między osadzonymi czy personelem. Jest to powieść o życiowych pomyłkach, bólu rozstania z bliskimi, o tęsknocie, trwodze, strachu, niesprawiedliwości a także o przyjaźni, miłości, nadziei i wsparciu. "Dziewczyny z Danbury" to gorzka prawda o sytuacji kobiet w amerykańskich więzieniach. Wywołuje smutek, wzruszenie, złość ale również uśmiech. Publikując ją, Piper Kerman zapoczątkowała dyskusję o kobiecych ośrodkach w Ameryce.


Dziękują Wydawnictwu Replika za przesłanie egzemplarza do recenzji.
Książkę można zakupić na stronie Wydawnictwa: http://replika.eu/index.php?k=ksi&id=466


czwartek, 3 kwietnia 2014

"Uczucia, co to takiego?" Oscar Brenifier

O uczuciach ciężko jest rozmawiać dorosłym, a co dopiero dzieciom, które uczą się rozróżniać i nazywać emocje. Niełatwo jest im poruszać się w świecie uczuć, czują się w nim jak na ruchomych piaskach. Rozmowa na ten temat z pociechami dla niejednego rodzica stanowi problem. W jaki sposób zachęcić dzieci, aby otworzyły się przed dorosłymi i podyskutowały o tym co siedzi w ich sercach i głowach? 
Można to zrobić posiłkując się książką "Uczucia, co to takiego?". Zachęca ona do odpowiedzi na kilka fundamentalnych pytań frapujących młodego człowieka: "Skąd wiesz, że rodzice cię kochają?", "Czy jesteś zazdrosny o swoich braci i siostry?", "Dlaczego kłócisz się z tymi, których kochasz?", "Czy dobrze jest być zakochanym?", "Czy wolisz być sam, czy z przyjaciółmi?", "Czy boisz się wypowiadać przed całą klasą?". W książce znajdują się przykładowe reakcje, lecz są one zaledwie pretekstem do dalszego zgłębiania tematu. Autor stawia kolejne pytania, a odpowiedzi na nie, nie są zawsze jasne i nie zawsze są wymagane - mają nas zainspirować do myślenia. Te filozoficzne rozważania urozmaicone są niebanalnymi, zabawnymi ilustracjami, które śmiało można określić jako grafiki-kolaże. 

"Dlaczego kłócisz się z tymi, których kochasz? 
 Bo jestem wściekły.
 Tak, ale... Kto doprowadza cię do wściekłości - inni czy ty sam? Czy kłótnia cię uspokaja? Czy nie lepiej trzymać się z daleka od innych, gdy jesteś wściekły?"

"Skąd wiesz, że rodzice cię kochają?
Bo czuję to w sercu. 
Tak, ale... Czy to co się czuje w sercu, jest bardziej pewne od tego, co podpowiada rozum? Czy nie potrzebujesz czasem dowodów ich miłości? Czy można nie odczuwać miłości, którą ktoś nas obdarza?"

Książka skierowana jest dla dzieci powyżej siódmego roku życia, ale część pytań można dostosować do potrzeb młodszych czytelników. Książeczki tej nie powinno zabraknąć w biblioteczce dziecka wkraczającego w wiek szkolny. My ją wypożyczyłyśmy i na pewno w późniejszych latach jeszcze do niej powrócimy. Marzy mi się aby stała się ona pomocą szkolną - burza mózgów na stawiane w niej pytania byłaby niezwykle budującą formą edukacyjną. 







wtorek, 1 kwietnia 2014

"Adios muchachos" Daniel Chavarria

"Gdy wyruszała na łowy na cudzoziemców, wkładała dosyć luźne białe szorty, sięgające niemal do połowy uda. Taki strój zwykły nosić kobiety grające w tenisa - zupełnie przyzwoity, lecz w przypadku Alicii umożliwiał prezentowanie zgrabnych kostek i dołków pod kolanami bez wzbudzania podejrzeń co do jej profesji.''

Tak jak ciężko oderwać wzrok od ponętnych pośladków na okładce, tak samo nie można powstrzymać się od pochłaniania kolejnych stron tej intrygującej i porywającej powieści. Chavarria bez zbędnych "ceregieli" już w pierwszym zdaniu przedstawia nam główną bohaterkę, młodą kubańską dziewczynę: "Kiedy Alicia postanowiła zostać rowerową dziwką, jej matka zgodziła się sprzedać pierścionek, który był w rodzinie od pięciu pokoleń."
Jednak nie trudni się ona pospolitą prostytucją. Jej wyćwiczony numer "na zgubiony pedał" przeznaczony jest tylko i wyłącznie dla najzamożniejszych turystów. Odgrywana przez nią rola dziewczyny w opresji, która w zamian za podwiezienie odwdzięcza się domowym obiadem, ma spowodować, że wybranek zakocha się w niej i uczyni ją swoją żoną, co uwolni Alicię od wszelkich trosk finansowych. Lecz właściwy mężczyzna się jeszcze nie pojawił. Każdemu dotychczasowemu kandydatowi czegoś brakowało - jedni mają nieodpowiednie gabaryty, inni są zbyt głupi albo mają za mało pieniędzy. 
Gdy pewnego dnia udaje się Alicii uwieść przystojnego, inteligentnego oraz majętnego Victora, dziewczyna jest pewna, że tym razem los się do niej uśmiechnął. Nie spodziewajmy się jednak romantycznej historii w stylu "Pretty woman". Po niezwykle udanym seksie, Victor proponuje Alicii dość nietypową pracę. Dziewczyna zgadza się ale nie przypuszcza jak wiele niesamowitych i zarazem przerażających zdarzeń ją czeka. Szybko się bogaci i prowadzi bardzo zadowalające życie. Wpada więc w trwogę kiedy Victor wzywa ją do siebie i informuje o nieboszczyku w pokoju. Do tego trup okazuje się być transwestytą udającym Mulata. Jedyną opcją aby wyjść cało z zaistniałej sytuacji i nie stracić pieniędzy jest upozorowanie napadu i zażądanie okupu. Wszystko idzie jak z płatka, lecz nagle okazuje się, że nieboszczyka przechowywanego w zamrażalce trzeba rozmrozić...

"Adios muchachos" jest jedną z lepszych książek jakie czytałam: pełna humoru, akcji, ma ciekawą fabułę z nietuzinkowymi bohaterami, takimi jak chociażby sama Alicia - "dziwka rowerowa". Lektura ta rozgrzewa, zachęca do jazdy na rowerze oraz do sięgnięcia po kubańskie inspiracje kulinarne. Jest lekko i przyjemnie napisana, idealna jeśli szukamy książki, która dostarczy nam relaksu i rozrywki. Nie dostrzeżemy tu zbędnych i nudnych epizodów. W przeciwieństwie do wielu "rozrywkowych" książek napisanych w prostym stylu czy wręcz go pozbawionych, styl tej bardzo satysfakcjonuje. Szczerze polecam, sama chętnie poznam inne dzieła Daniela Chavarriary. 


Wyniki Wiosennego konkursu

Wczoraj dobiegł końca Wiosenny konkurs. Książka "Gra Anioła" Carlosa Ruiza Zafona powędruje do osoby, która została wylosowana spośród wszystkich uczestników. Na załączonym filmiku przedstawione jest losowanie. Zwycięzcą jest...



                                     

... Kamila Senftleben

Gratuluję!!!