expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

wtorek, 7 marca 2017

"Genialni. Lwowska szkoła matematyczna" Mariusz Urbanek



"Raz usiadł przy stole, wsparł głowę na rękach i zamilkł. Studenci nie przeszkadzali, czekając, aż profesor sam podejmie wykład. Tak w ciszy dosiedzieli do końca zajęć, a potem wychodzili na palcach, by nie zakłócić snu wykładowcy. Wszystko było już jasne. Banach, który lubił się bawić, na wykład z geometrii wykreślnej przybiegł prosto z jednego z prywatnych balów, odbywającego się we Lwowie podczas karnawału."

Ponieważ przeciętny Polak jest na bakier z matematyką i wszystko co matematyczne go odstrasza, tym razem proponuję odważyć się i sięgnąć po książkę Mariusza Urbanka. Zdecydowanie warto się z nią zapoznać, bowiem autor opisuje życie uczonych z lwowskiej szkoły matematycznej, a pojawiające się od czasu do czasu matematyczne pojęcia, proszę mi wierzyć, więcej strachu napędzają studentom Królowej Nauk niż matematycznym ignorantom.

Jak to możliwe, że z nieślubnego dziecka, jakim był Banach wyrósł jeden z największych polskich matematyków? Czy Steinhausowi, z pochodzenia Żydowi, udało się znaleźć azyl przed miażdżącą pięścią hitleryzmu? Czy matematycy prowadzili uporządkowane życie, czy raczej przypominali typ "szalonego naukowca"? Mariusz Urbanek zebrał informacje biograficzne o uczonych, wspomnienia ich rodzin oraz znajomych i w pasjonujący sposób przelał je na karty książki ubarwiając licznymi ciekawostkami, a także nietypowymi zdarzeniami. 

Długie rozmowy w oparach wódki i dymu tytoniowego w kawiarni Szkockiej, przenoszone nocą na ulice Lwowa, dowodzenie twierdzeń przy głośnej muzyce, zapisywanie swych myśli na blacie stołu, oferowanie alkoholu, a nawet żywej gęsi tym , którzy rozwiążą dany problem - jak dalece odbiegał taki sposób pracy od współczesnych wyobrażeń na temat życia zawodowego uczonego. 
W obraz skrupulatnego matematyka wpisywał się Hugo Steinhaus, w przeciwieństwie do Banacha, który spóźniał się na wykłady, nie stosował ówczesnego dreescode'u wykładowcy i przychodził na zajęcia, o zgrozo, w koszuli z krótkim rękawem! Steinhaus oprócz geniuszu matematycznego wsławił się również szeregiem błyskotliwych anegdot, zamiłowaniem do punktualności i poprawnej polszczyzny - posunął się nawet do tego stopnia, że nie zamieszczał swoich artykułów pod prawdziwym nazwiskiem w czasopiśmie "Problemy" dopóki wyraz ten nie wszedł do słownika polskiego (Steinhaus używał słowa "problemat").
Działalność lwowskich matematyków przypadała również na okres II wojny światowej. Część z nich padła ofiarą hitlerowców, innym jak np. Banachowi udało się przeżyć dzięki pracy jako żywiciel wszy. Niektórzy opuścili ojczyznę i udali się zagranicę - Stanisław Ulam popłynął do Ameryki, gdzie został wcielony do zespołu pracującego nad bombą atomową. Po dziś dzień jego nazwisko kojarzy się z atakiem na Hiroszimę i Nagasaki; równie duży wkład włożył w prace nad bombą wodorową. 

Mariusz Urbanek pokazał ludzi kochających matematykę, która stanowiła sens ich egzystencji. Wyniosła ich ona na piedestał nauki. To dzięki niej maluczcy mogli stać się wielkimi. I chociaż każdemu z nas matematyka spędzała nie raz sen z powiek, czytając "Genialnych" nie da się nie odczuwać sympatii do polskich uczonych. Szczególnym sentymentem darzę Stefana Banacha, bowiem to właśnie jego przestrzeń z normą była ważnym elementem mojej pracy magisterskiej. 


"Józef Hurwic nie wróżył potyczkom matematyka w obronie języka powodzenia. Miał rację. "Naukowiec" nie wyparł co prawda "uczonego", ale go zdominował, a "problemat" przegrał zdecydowanie z "problemem". Porażkę poniósł Steinhaus w walce o prawidłowe stosowanie słów "udany" i "udały". Pisząc we wspomnieniach "udały dom", opatrzył to określenie odsyłaczem: "P.T. czytelnik raczy uznać: udany atak=pozorny, udały atak=zwycięski"."

1 komentarz:

  1. nie jest to co prawda mój typ literacki, ale brzmi nieźle :)

    OdpowiedzUsuń